poniedziałek, 24 stycznia 2011
poniedziałek, 3 stycznia 2011
Po ostatniej awarii kranu wylądowaliśmy w Praktikerze z misją znalezienia uszczelek, taśmy izolacyjnej i nowego zaworu. Całe szczęście, że aż tylu rzeczy, bo Kruszyn właśnie naoglądał się MCGywer'a i o mało zakupy nie skończyły się na rzeczonej taśmie izolacyjnej i spinaczach. Ponieważ ja jako kobieta- stworzenie twórcze i delikatne- umysł zajęty miałam innymi bardziej ważnymi sprawami, do niego należało zadanie, żeby owy zepsuty kran naprawić. ( Bo widzicie drodzy Panowie, to nie problem dla kobiety naprawić kran- my po prostu dobrowolnie pozwalamy wam poczuć się potrzebnymi udając, że takie sprawy sprawiają nam trudności). Moje Kochanie ruszyło więc dzielnym krokiem w stronę potrzebnych nam rzeczy, mnie zaś zatrzymał dział z farbami, tapetami i wszystkim innych co akuratnie w ogóle nie było nam potrzebne, ale zawsze budziło moją ciekawość i - na nieszczęście dla Kruszyna - znalazło się na mojej drodze. Po paru chwilach on upolował wszystkie potrzebne nam rzeczy, a ja miałam już wizję kolorystyki pokoju, łazienki i kuchni.
-Zobacz Kotek! Jak to by pięknie wyglądało! Taka ciemna Kawa i ten jasny beż! To by się pięknie komponowało! - paplałam jak szalona
-A gdzie?- spytał Kruszyn podejrzliwie czując zbliżające się niebezpieczeństwo nowych wydatków.
-No w pokoju! - odkrzyknęłam .
-W pokoju..nie, odpada...Nie za bardzo lubię takie kolory...
-A możne w kuchni?- przypuściłam drugi atak, bo i tak wiem swoje: kolory są rewelacyjne i gdzieś kiedyś pojawić się muszą.
- A w kuchni to proszę cie bardzo- odetchnął Kruszyn z ulgą- ja i tak nie będę się tam pokazywał, to twoja działka. - i podreptał do kasy już spokojnym krokiem. A mi zostało tylko podziękować łaskawcy za określenie mojego naturalnego środowiska. Chociaż z drugiej strony to nie mam nic przeciwko gotowaniu, Kochanie Mojej jednak nie do końca zdaje sobie chyba jeszcze sprawę kto to wszystko będzie zmywał ;)
Subskrybuj:
Posty (Atom)