sobota, 31 lipca 2010

         Opowiem teraz trochę o spaniu z Kruszynem. I wstydzić powinien się ten, co miał brzydkie myśli! Będzie o spaniu-spaniu- co także jest wspaniałe, jak już człowiek się tak wtuli i poczuje się bezpiecznie. Moje Kochanie w spaniu jest prawdziwym mistrzem. Co noc to inna pozycja. Zaobserwowałam już na:
  • baletnicę- z jedną rączką na górze i fikuśnie wygiętą nóżką;
  • zapaśnika sumo- zrzucając mnie nie tylko z mojej połowy, ale i także z samego łóżka;
  • sokratesa- z rączką podpartą pod brodę, zamyśloną miną ( czasem także pomrukuje - pewno głowi się nad jakimś wielkim problemem filozoficznym);
  • supermena - na brzuchu z rączkami w górze i kołdrą, która imituje peleryną;
  • na Kruszyna - wszystkie członki we wszystkich kierunkach ( także nie ma wtedy miejsca dla innychśpiochów);
  • pogromce kotów - zrzucając przez sem mojego kota i to w taki sposób, że zahacza o sufit grzbietem; 
Jest jeszcze parę ale nie będę ich wymieniać publicznie ;)  I tak najlepsze są poranki. Nie zdziwię się kiedyś, jak moje dziecko nie wróci na noc do domu, ja do niego zadzwonię i okaże się, ze jest na koncercie rockowym i to z pozwoleniem od ojca, który nic nie będzie na ten temat wiedział. Sprawa wygląda tak: można z nim rano rozmawiać, można go nawet z łóżka wyciągnąć, a potem chwila moment, zasypia ponownie i... kaplica! Nic nie pamięta- jakby przespał całą noc! Kruszyn się budzi, składa zmówienie na śniadanie, pozwala mi je zrobić i śpi dalej, potem budzi się i z uśmiecham na twarzy ( "czemu mnie budzisz w środku nocy kobieto! jest dopiero 11!)  mówi, że właśnie na takie śniadanko miał ochotę. Często też rozmawia za mną przez sen. Przez długi czas oczywiście w to nie wierzył, dopiero jak nagrałam filmik aparatem zdołał się do tego przekanać. A rozmoaw w nocy była przednia. Budzę się i słyszę szept:
      -Muszę wypełnić swoje przeznaczenie...
Zaintrygowana sięgam po aparat, włączam nagrywanie i po cichutku podpuszczam go, by mówił jeszcze.
     -A co jest Kruszku Twoim przeznaczeniem?
A Moje Kochanie z całą powagą, nie otwierając oczy oświadcza:
     - Musze doręczyć paczekę...
No tak, praca kuriera jednak mąci psychikę. 



piątek, 9 lipca 2010

         Byliśmy niedawno u znajomych i czekając, aż będą gotowi zapuściliśmy się bezczelnie na rajd po ich mieszkaniu. Jak to czasem niebezpiecznie mówić: czujcie się jak u siebie w domu... Kruszyn na początku zaatakował lodówkę - ale ponieważ "połowa" znajomych jest studentką- wiele tam nie znalazł i ruszył dalej. Ostatecznym przystankiem była sypialnia - granicząca z kuchnią. Tym, co nas tam tak urzekło było łóżko. Ale nie zwykłe łóżko, takie jakie mamy u siebie, o nie! To była kwintesencja łóżkowatości. Ciągnęło się od ściany do ściany. O tak, takie łóżko jest spełnieniem wszystkich marzeń. Od razu pomyśleliśmy z Kruszynem o tym samym - dwójka z nas wstrętnych zazdrośników ;P No, ale mieć taką sypialnię..ach! cudo! Człowiek przychodzi zmęczony po całym dniu, pada na to wielkie, mięciutkie łóżko, przytula się do ukochanej drugiej połówki ...jeszcze tylko światło na klaskacza, żeby nie trzeba było się ruszać... Natychmiast podzieliłam się tą wizją z Kruszynem.Popatrzył na mnie i pokręcił głową.
- Światło na klaskacza odpada
-Ale dlaczego? - zdziwiłam się, przecież Kruszyn tak samo jak i ja najchętniej wstąpiłby do partii leniuchów, gdyby nie to, że jest tak leniwy , że nie chce mu się zapisać.- przecież to bardzo wygodne!
-Ta owszem, ale pomyśl sobie co by było gdybyśmy się bzykali od tyłu.
No cóż...jak śpiewał Akurat: dyskoteka gra ;]