wtorek, 23 grudnia 2014

Świąteczny nastrój panuje w pełni i mimo braku śniegu cała nasza rodzina nie może już doczekać się świąt. Z Okruchem jest łatwiej- cały czas chodzi i zastanawia się czy był na tyle grzeczny, by dostać upragnione lego. (Chociaż ostatnio całą godzinę spdędziliśmy biegając po lesie i szukając Św Mikołaja uprowadzonego przez smoki- w końcu przyznał się, że tylko mu się śniło, ale sprawa wyglądała na poważną i nie można było tego zbagatelizować). Z Kruszyną natomiast jest gorzej- wie w jaki sposób prezenty materializują się w naszym domu, doliczył się nawet jednago dla siebie i teraz prawdziwym wyzwaniem jest ukrycie go ponownie tak, by nie wpadł w jego łapy jeszcze przez dzień... Za to wspónie z uporem maniaka sieją dywersje w kuchni zjadając połowę zrobionych przeze mnie uszek i pierogów. Nie mówiąc już o smętnej resztce pierniczków, która schowana w spiżarce czeka na swój kres. Chociaż prawdziwy świąteczny klimat w naszym domu robią Okruszkowe kolędy śpiewane od rana do wieczora. Urocze prawda? A więc Okruch kolędy zna dwie. A właściwie zna po dwa wersy z każdej... i tak po 12 godzinach już na ZAWSZE zapamiętasz, że "choineczka stała w lesie- hej kolęda, kolęda!". Chociaż z drugiej strony to i tak jest postęp, bo gdy dziecko szło do przedszkola występować w jasełkach na pytanie: "jaką kolędę będziesz spiewał?" odpowadał, że tą o krasnoludkach. ;D Wesołych, ciepłych i RODZINNYCH Świąt życzy cała Kruszyn, Okruch i Ja ;)

wtorek, 9 grudnia 2014

Pewnie wszyscy i tak wiecie jak brzmi prawdziwe imię Okrucha. Na potrzeby tej historii musi być ogłoszone oficjalnie. Syn mój nazywa się Mikołaj.


Przychodzimy sobie radośnie do przedszkola, rozbieramy kurtkę, czapkę, rękawiczki. Ściągamy buciki, aż tu nagle od progu wita nas dziki pisk i mały bajtel z Okruchowej grupy przedszkolnej podbiega do nas i ciągnie syna mego w stronę swojej matki krzycząc:
- I widzisz! Miałem racje! Ty mówisz, że przychodzi raz w roku a on codziennie jest w przedszkolu!
Eh ten 6 grudnia... Ho ho ho
Siedzimy sobie z synem i czytamy bajki. Czytamy ich dość sporo więc książek wala sie po pokoju cala masa. Czytamy je jedna za drugą, a po skończeniu kolejnej młody z rozmachem wciska mi w ręce następną pozycje. Niestety nie byliśmy zsynchronizowani i obrywam książką w oko. Ta... No headshot no fun... Dzieć przez chwilę zamiera w oczekiwaniu, a zauważywszy, że mama przestała nadawać nachyla sie nade mną i pyta co się stało.
- przywaliłeś mi książką w oko synku...- stękam - w oko?- pyta się Okruch
- w oko- potwierdzam
- mamo... Tak bywa...- pociesza mnie syn głaszcząc moje włosy.
pozostaje mi się przyzwyczaić...