niedziela, 8 lipca 2012


Byliśmy ostatnio z Ch'sną wyprowadzić Dziecia na spacer.  Dzieć robi sie coraz bardziej cwany, wyciąga i podgryza szczebelki, targa Kruszyna za uszy- wyjdziemy, posadzimy koło innych dzieciów, może przekieruje swoją destrukcyjną energię i do domu wróci już dziecko kochane, ciche i do spania w sam raz... Pełne marzeń wsadziłyśmy więc Okrucha do wózka, Ch'sna zakasała rękawy i popchała w stronę lasu. Na placu zabaw oprócz dzikiego, roześmianego stada przesiadywali też rodzice czujene doglądając swoich pociech. Z racji tego, że Dzieć nasz niebiegający jeszcze zostały nam do wyboru huśtawki, karuzela i piaskownica. Po rundce obie z Okruchem pod pachą usadowiłyśmy się na brzegu piaskownicy i dalej zajęte faflaniem spoglądaliśmy jak Mały odkrywa nowe miejsce. Po chwili podchodzi do nas mama/babcia *niepotrzebne skreślić i podaje mi chusteczkę mówiąc lekko przerażonym głosem: 
-oj, chyba się Pani synek ubrudził
Patrzę więc na małego spodziewając się najgorszego, czyli policzków wypchanych piachem po brzegi. Zamiast tego widzę uśmiechniętą mordkę i pare ziarenek na bródce. Nic wielkiego- nawet wedlug opinii Ch'snej, osoby pedantycznej i schludnej. Rozglądam się wiec, może to nie do nas? 

-Dam Pani chusteczkę- matka/babcia przysuwa się coraz bliżej machając białym skrawkiem nie gorzej niż francuski partyzant podczas II Wojny Światowej.
-Ale nie.. nie trzeba- zaczynam niepewnie
-No ale jak to, brudny jest przecież!- Lekko się obuża, że nie chcemy przyjść jej daru.
Brudny, no pewnie, że brudny! Co gorsza: z całą pewnością ubrudzi się jeszcze bardziej! Musi sie ubrudzić, skoro siedzi w piachu, kopie, sypie i turla się w koło. Radochę ma przy tym nieziemską, więc nie widze sensu czyszczenia go co pięć minut. Owszem, wytrzepiemy go porząnie, ale już na sam koniec zabawy. Mówimy więc grzecznie, że dziękujemy, że same mamy chustrczki, że nie tylko zwykłe, ale i mokre i pieluchę tetrową nawet i robiy co w naszej mocy, żeby uwolnić się już od tej dobrodziejki. Babeczka popatrzyła na nas z niedowierzaniem, usiadła i rzuciła nam ostatnie- pelne lęku spojrzenie. 
-na pewno nie ma niczego, co by się Paniom przydało?
W tej chwili słyszymy parskanie, a Mlody zaczyna wypluwać piasek.
-Kaganiec by się przydał...- szepczę cicho wydobywająć piach z Dziecia