Okruch zapałał ostatnio wielką miłością do figurek lego. Najcenniejsze i najukochańsze są oczywiście te ze Star Wars. Długo polował na R2D2, natomiast ceny zestawów skutecznie stały na przeszkodzie, by tą miłość nazwać szczęśliwą. Ale oto stał się cud! Ukazała się gazeta z wymarzonym droidem! Okruch wysupałał więc swoje zaskórniaki i z garścią drobniaków pobiegł w te pędu do sklepu. Z racji wieku ja poczłapałam za nim. W drodze powrotnej postanowił złożyć swojego idola, ale ponieważ pod pachą miał gazetę, a w garści loda szło mu marnie. Jako dobra matka pośpieszyłam z pomocą, złożyłam to cudo i oddałam Okruchowi.
-Mamo! Założyłaś mu głowę tył na przód!
-Serio? O wybacz, nie zauważyłam.
-Achhh- westchnął zrezygnowany- bo Ty się nie znasz na Star Warsach.
No i tu mnie krew zalała, bo jeszcze dzieckiem będąc wolałam oglądać pierwsze części sagi zamiast durnych dobranocek.
-Kochanie, uwierz mi, że mama to sie zna i to lepiej od Ciebie
-A nie prawda, bo ja się Gwiezdnymi wojnami interesuje!
-A nie prawda, bo ja się Gwiezdnymi wojnami interesuje!
-Ach tak? To powiedz mi kim był Lord Vader- pytam i jestem przekonana, że zagnę mojego prawie pięciolatka
-Złym charakterem- odpowiada rezolutnie i widać, że przyjął wyzwanie na klatę.
-A jak nazywał się statek Hana Solo?
-Sokół Milenium!
-No to powiedz mi kim jest Księżniczka Leia!- wyciągam najcięższe działo, bo wiem, że Dzieć żadnego filmu nie oglądał i nie w ząb nie będzie potrafił odpowiedzieć.
-To siostra Luka Skywalkera!
W tym momencie staję jak wryta, patrze na niego z podziwem i pytam
-A skąd Ty to wszystko wiesz!?
Okruch tez się zatrzymuje, spokojnie liże loda i odpowiada z uśmiechem
-Wiesz, uczyłem się od najlepszych.
Jestem z niego dumna. Krew nie woda. :)