poniedziałek, 26 grudnia 2011

Okruch, syn Kruszyny wisi zadowolony przy cycu, siorbie sobie w najlepsze i pomrukuje nawet z zadowoleniem. Ja- jak na matkę-polkę przystało wpatruje sie w niego zapominając o bożym świecie więc Kochana Moja Kanalia (Ślubny znaczy się) bez problemu przemyka sie do mnie i staje za moimi plecami. Patrzy na cały obrazek, patrzy, w końcu nachyla się i wypala do Młodego:
-Ty się synek nie przyzwyczajaj do miejscówki, Ja tam pierwszy byłem.
Na Młodym nie zrobilo to większego wrażenia ;D Miejsce samca alfa w dalszym ciagu do zdobycia ;D

czwartek, 22 grudnia 2011

Życzymy wszystkim Magicznych Świąt i wspaniałych prezentów! ;) 

piątek, 16 grudnia 2011

            W dniu urodzin Kruszyn jak co roku podarował mi czerwoną różę. Chociaż nie do końca- w tym roku zamiast jednej  były dwie. Zdziwiona patrze się na niego, co to za dziwna promocja, dwa w cenie jednej, czy jaki diabeł? Widząc moje zdziwienie Kruszyn cierpliwie tłumaczy:
-Teraz przecież masz dwóch swoich chłopaków, i od każdego dostałaś po jednej różyczce.
Wiecie co? Może to zabrzmi obrzydliwie i okropnie, ale chyba jestem najszczęślisza na świecie!

poniedziałek, 5 grudnia 2011

-No juz po wszystkim! Gratulacje! Była Pani bardzo dzielna! Teraz jeszcze tylko Pania zaszyjemy, prosze sie nei bać, zrobimy to normalnie na wymiar!
-Na wymiar? To jak? Mam męża zawolać? ;)
Pamiętajcie- nigdy nie zartujcie z facetem, który właśńie ma zakladac szwy ;]

poniedziałek, 28 listopada 2011

             Został już tylko tydzień. Powoli się zaczyna, wszystkie znaki na niebie i ziemi świadczą o zbliżającej się godzinie zero. Ostatnio nawet się wystraszylam, że to JUŻ! Tylko, że magiczne już przypadło na wprost niemoralną godzinę w niedziele rano i to na dodatek po Kruszynowej nocce. Tak więc, kiedy taki zielony ankubatorek jak ja nachylił sie do Kruszyna i szepnał:
-kurcze, ciężko powiedzieć, ale ...chyba cos się dzisiaj ruszy! - Kruszyn tylko przekręcił się na drugi bok i nie otwierając oczu szepnął:
- Dzisiaj? No, ale jak dzisiaj? Przecież ja śpie...
          Najdziwniejsze jednek jest to, że Okruch wysluchał jego prośby i do teraz jest cisza, spokój i równowaga ;) No tak - czekamy na pozwolenie na lądowanie ;]

poniedziałek, 21 listopada 2011

       Panuje pogląd, że kobiety w ciąży miewają różne huśtawki nastrojów. Dementuje te plotki! Stwierdzenie, że ciaża to "9 miesięczny zespół napięcia przedmiesiąckowego" jest mylny i w ogóle nie ma pokrycia w życiu realnym. Nie zauważyłam u siebie tego typu zachowań. Ani trochę. Ani ani. Tylko zrozumieć nie mogę dlaczego Kruszyn coraz częściej podskakuje nerwowo gdy do niego mówię, potajemnie łyka jakieś pastylki z pudełka z napisem nerwosol, no i ta tykająca nerwowo brewka...No, nie ważne, W każdym razie całkowicie dziwnie zaczął się zachowywać kiedy wczoraj ze strachem zawołałam go do kuchni:
-Kruuuuuuuuuuuuuuuuuuuszyyyyyyyyn- mój ryk zatrząsł całym blokiem tak, że prawie szyby powypadały. Kochanie moje z szybkością światła znalazło się w kuchni
-Co ile skurcze!?- wykrzyknął
-Nie to! Nie rodzę jeszcze- tłumacze kuląc się na kancie stołu.
-Nie?- zdziwił się- to czemu krzyczysz?
-No bo tam..tam..jest pająk!- wyjaśniam i drżącą ręką pokazuję nad zlewozmywak. Kruszyn podszedł bliżej, popatrzył na stwora ( Tak, to pająk, nie ma najmniejszej wątpliwości) i znowu zwrocil się w moją stronę z nic nierozumiejącym wzrokiem.
-No i co z tego, że jest tu pająk- drąży temat- przecież Ty sie nigdy nie bałaś pająków?
Fakt, nigdy jakoś ani mnie nie przerażały, ani nie obrzydzały. Ot, robaczki. Podchodze więc do zlewozmywaka, biorę małego dziada w rękę i zanosze za kredens- bo jakby się bidaczek zamoczył to było by kiepsko.
-No tak, nie boję się- przyznaje Kruszynowi racje- zapomniałam. - i z uśmiechem wrócam do pokoju. Kruszyn doszedł dopiero po paru minutach, siadł na końcu rogówki i zaczął kiwac się miarowo. I to podobno kobiety w 3 trymestrze zachowują się dziwnie. phi...

czwartek, 17 listopada 2011

Dzisiaj za nami ostatnia wizyta na USG. Za niedługo Okruszek pokaże nam się niedość, żę w 3D to jeszcze dolby surround. No, ale póki co czekamy na zdjęcia jak głupi, żeby choć jeszcze raz zobaczyć przez chwilkę ciemną plamę na monitorze i cieszyć się, jak dojdzie do nas, że to akurat nosek jak kartofelek. W ogóle co dziwne- z każdego badania wynosimy pełno zdjęć "potwierdzających płeć" a dopiero dzisiaj, w 37 tygodniu ( czyli na samym finiszu) Młody pozwolił zrobić sobie zdjęcie pyszczka. Ha! Pozwolił to za duże słowo- nakryliśy go tajniacko z Pania Gin, zachodząc z drugiej strony. Spał w najlepsze, ziewnał nawet raz czy dwa. Lekarka- cała uradowana, conajmniej jak archeolog, który znalazł Gwiezdne Wrota- probowała delikatnie obudzić Okrucha, żeby widok byl ciekawszy. Pomajtała brzuszkiem i pyta się go grzecznie: "A może dość już spania? Pokażesz nam sie lepiej?" Na co Młody kiwnął energicznie główką, że "nie" i odchylił sie tak, że nic już nie można było zobaczyć. No co tu dużo mówić- wykapany Tato ;) Mam nadzieję, że nawyki związane ze snem zostaną mu po urodzeniu ;)

wtorek, 8 listopada 2011

Kruszyn - jako zagorzały fan SG- postanowił wyedukować Młodego Okrucha w klasyce filmowej. Jesteśmy zgodnym małżęństwem, ale od czasu do czasu w naszym domu wybucha spór o to co jest genialniejsze: Gwiezdne Wrota vs. Gwiezdne Wojny. (Niestety wniosek o nazwanie syna imieniem Han nie przeszedł...) Gwiezdne Wojny Młody już "poznał", co prawda nei widział, ale "przesłuchał" wszystkie części, a teraz - chcac nie chcąc nadszedł czas na Stargate'a. Ponieważ z Okruchem jestesmy jeszcze w dwupaku, zmuszona zostałam oglądać SG z nimi. Chłopaki szaleją, kończymy pierwszy sezon, a ja musze przyznać ( oczywiście przed sobą- nigdy przed Kruszynem), że mi też zaczyna się podobać! Jest tylko jednen mały szkopuł : Juz nie czuje się jak porucznik Sigourney Weaver, mój kochany Mąż uświadomil mi, że tak naprawde powinnam czuś się jak Jaffa noszący małego goa'uld'a. Oglądanie Stargate'a na tydzień przed potencjalnym rozwiązaniem NIE JEST dobrym pomysłem!

wtorek, 1 listopada 2011

Młody - choć jeszcze nierozpakowany - coraz bardziej rządzi naszym życiem. Co za tym idzie częste humory, albo i smaki nikogo nie dziwią. Mały Okruszek nie tylko dyktuje pozycje do spania, godziny siedzenia prosto, dlugość kąpieli, ale kontroluje także samki. Tak więc śledzie, gorfy, czy frytki o niemoralnych godzinach zawładnęły naszą kuchnią. Smakową burzę najczęściej wywołuje jedno nieostrożne słowo Kruszyna: "Napiłbym się coli", albo "a wiesz, że Mama robi Gołąbki?" - i koniec- szukaj w święto jakiegos otwartego sklepu, bo nie ma w domu śmeitany, a gołąbki to przcież tylko z sosem pomidorowym! Tak samo dzisiejszego wieczoru- siedzimy i powoli zastanawiamy się na co mamy ochotę... Kruszyn- w spokoju pałaszując swoją kolacje patrzy na nas zatroskanym wzrokiem:
- zrobię Ci jajecznicę- proponuje w końcu
-Nie Kochanie, to nie to...- zastanawiam sie w dalszym ciagu
-może kanapki?
-też nie...
-Śledzie? Gofry? Czekoladę?
kiwam przecząco głową, bo jakoś te samki dzisiaj akurat nas nie przekonują
-szpinak?
-nie
-frytki?
-nie
muffinki?
-nie
-a wpierdziel chcesz?
Nie ma to jak rozbudowana karta dań ;) Kochany z niego żuczek ;p  Swoją drogą na naszej dzielnicy to dość znane danie!

poniedziałek, 3 października 2011

      Wszystko powoli toczy się do przodu, mały Okruszek jest prawdziwym synem swojego ojca: powinien mieć 1,400 a przekroczył juz dwa kilo... Ale zdrowy jest, serduszko bije jak dzwon więc cieszymy się strasznie. W sumie to jeszcze 8 tygodni i będzie po wszystkim! Jak ten czas leci... :) Ostatnio nawet kombinowalyśmy z Teściową czy by nie zmienić "Okruszka" na "Klocuszka" ale nie będziemy złosliwe tak od samego początku.   
Chociaż ostatnio nasza złosliwość zostala wystawiona na próbę..Znaczy- staramy się by coraz mniej zlośliwi, no ale czasami sie nie da... Wyobraźcie sobie, że dostałam wiadomość od znajomej, z ktorą chodzilam do podstawówki- czlowiek nie widział kogoś od lat stu z hakiem,a tu nagla taka niespodzianka. nie dość, żę dowiadziałam się, że mam bliźniaki ( miło wiedzieć, ciekawe co Okruszek na to xD) to jeszcze zostalam poproszona o wypożyczenie dziecka xD a raczej całości- w celu zobaczenia jak wygląda życie rodzinne. I to - o dzięki Ci łaskawco - niekoniecznie po porodzie, ale nawet w dogodnym dla nas terminie. (No tak, porod na 6 grudnia, potem urodziny, świeta, zapchany grafik...nie ma co). Na wiadomość uparł się odpisać Kruszyn, ale po połowie dnia siedzenia nad lapkiem stwierdził, że tematu nie podejmie. Zuch chłopak. Przynajmniej mam pewność, że stara się byc mniej złośliwy, chociaż okazja był kusząca :D 

 A moze po prostu powinniśmy ustalić jakis cennik? I dopiero wtedy odpowiadać na oferty? 

P.S. Kochani rodzice! Nie martwcie sie! Dla Was beda zniżki xD

czwartek, 8 września 2011

Pewnej nocy, parę miesięcy temu jakiś wredny typ próbował dobrac nam się do Czerwonego-Prawie-Ferrari i uszkodził centralne zamki. Od teo czasu w naszym samochodzie panował system prawie anty włamaniowy. W praktyce wyglądało to tak, że ani drzwi od strony pasażera, ani kierowcy nie dało się normalnie zamknąc, ani otworzyc- wchodziliśy tam przez bagażnik. Swego czasu Kruszyna nabrał obrzydliwego zwyczaju olewania zamykania samochodu, bo przecież "szlak mnie trafi z tym wychodzeniem przez bagażnik". Przyprawiało mnie to o zawał serca, bo dzielnica na której mieszkamy... no cóż...powiedzmy, że nie jest ani najgorsza, ani najlepsza ;] Po wielu godzinach, a nawet dniach suszenia głowy wereszcie przestał byc na tyle nieuważny i Czerwona Strzała była już zamykana jak należy. I właśnie wczoraj ktoś rozwalił zamki do końca i ukradł nam radio samochodowe. Ehh... nie chodzi już nawet o koszty radia, bo było dośc stare ( i chyba kabelki sie troche poprzepalały, a myśmy myśleli, że to wina głośnika- no nieważne, ważne, że złodziejowi raczej sie w ogóle nie zwróci xD) chodzi o sam fakt- że jak samochód był otwarty to nic nie zginęło. Najgorsze jest to, że nie mogę powiedziec Kruszynowi kobiecego; "A nie mówiłam!", bo takiego scenariusza to chyba nikt nie przewidział ;D

czwartek, 11 sierpnia 2011

           Wracając do dnia ślubu. Tak się złożyło, że posiadam siostrę młodszą ode mnie o równe lat dwadzieścia. Przecudna isttoka mierząca niecały metr od ziemi z blond włoskami zapiętymi w mysie ogonki. W kogo to się wdało tak w ogóle? No nic, Mała - chociaż z wrednym charakterkiem- wygląda jak uosobienie samej słodyczy. Tak więc wpadliśmy na pomysł, żeby Młoda podawała nam obrączki. Niestety nie dało rady i trzeba było z pomysłu zrezygnowac. Problem w tym, że wszyscy zapomnieli powiedziec o tym głównej zainteresowanej. Więc gdy przyszło co do czego Młoda była niepocieszona, że nie mogła odegrac swojej roli. Wyszliśmy z urzędu, przyszedł czas na zdjęcia, kwiaty i gratulacje. Za chwilę zobaczyliśmy jednak dziecko całe upackane zielonym lodem i szczęśliwe jak nigdy. No tak jak skwitował to mój Ojciec nachylając sie do Teściowej i mówiąc teatralnym szeptem: "Jedna dostała męża, druga dostała loda i z obiema mam spokój". 

niedziela, 31 lipca 2011

Dzisiaj 80- letnie sąsiadka stwierdziła, że okradliśmy ją z Kruszynem z większej sumy pieniędzy. Podobno zrobiliśmy to parę miesięcy temu, kiedy była w szpitalu. Skąd mieliśmy klucze? Otóż sama nam je dała i poprosiła, zeby przywieśc jej do szpitala piżamę bo zabrali ją z domu w samych gaciach i nie miał kto jej pomóc. Co najlepsze- piżame ta przyniosła nam Babcia, bo my nie byliśmy w stanie otorzyc drzwi, które miały stare zamki, a nie chcieli złamac klucza.

I bądź tu człowieku uczciwy 0.o

piątek, 15 lipca 2011

              Tak, to dzisiaj. Już za parę chwil będziemy prawnie swoi. Fajne uczucie, tym bardziej, że zaraz po uciekamy i nie przejmujemy się niczym. To jest nasz dzień- włączyliśy tryb zdrowego egoizmu i postanowiliśmy nie przejmowa się niczym, a że coś na pewno wypadnie- ot, taka karma, luzik i do przodu! Jak na razize w ramach "stresu i przygotowań" poszliśmy wczoraj do jednego z ulubionych klubów i wymęczyliśmy się na maksa :) W końcu zostało jeszcze tyle czasu, a 5 godzin snu przed śłubem to przecież wystarczająco :D W każdym razie- trzymajcie za nas dzisiaj kciuki - to nasz dzień!  

wtorek, 12 lipca 2011

Zostały trzy dni! :D :D :D :D

środa, 6 lipca 2011

             W ramach wstępu powiedzieć należy, że w naszym mieście jest pewien klub sportowy świecie nienawidzący i to z wzajemnością, klubu sportowego z miasta obok. Oczywiście Kruszyn wcześniej mieszkał w mieście sąsiednim - nie to, żeby był jakimś fanatykiem, ale wiadomo, których darzy większa sympatią. Ja- w latach mojej młodości dość często chodziłam na mecze- do tej pory uwielbiam oglądać piłkę w tv i w dalszym ciągu mam wielki sentyment do klubu naszego. Tak więc dyskusje, który z klubów jest lepszy są wprost nieuniknione.
-A nasi będą mieli lepszy nowy stadion!
-A nasi są wyżej w lidze!
- A my...my mamy przystojniejszych piłkarzy!- używam argumentu ostatecznego- bo i owszem, są przystojniejsi ;)- uwierz mi Kochanie, nie przekonasz mnie, że wasi sa lepsi, bo wiem jak grają! To co nasza drużyna robi na boisku! Ach! A ten co gra jako napastnik to po prostu...no i jeszcze bramkarz! 
Kruszyn patrzy na mnie spod przymrożonych powiek i pyta się spokojnie
-A kiedy ostatni raz byłaś na meczu?
-No...ostatnio...tak jakoś...w liceum?
-No waśnie- skwitował- a masz pewność, że oni jeszcze żyją?

piątek, 1 lipca 2011

No i stało się.
Lipiec.
Tak, to już za parę chwil. Za dwa tygodnie i dni parę.
Boże, Boże, ale się poważnie zrobiło. Wszyscy się pytają o przygotowania, o sukienkę, o buty, o panieński, o obiad po i o dojazd przed. A my - w ramach wielkich przygotować oglądamy non stop wszystkie części Gwiezdnych Wojen, gramy w KOTOR'a ( ja I, Kruszyn na laptopie w część II) i planujemy dać synowi na drugie Han ewentualnie Obi Wan. Myślę, że to też jest jakaś oznaka dojrzałości ;)

Ciekawe kiedy się obudzę i stwierdzę, że butów do ślubu nie mam i rzucę się w wir zakupów. Stawiam na jakieś dwie godziny przed samą ceremonią.

poniedziałek, 27 czerwca 2011

Dobrociech' Radociech czy Rościgniew?
Bo jeszcze się wahamy. Co doradzacie?  ;D

niedziela, 19 czerwca 2011

Wreszcie po całym tygodniu zasuwania przy przygotowaniach do remontu doczekaliśmy się (prawie) całkowicie leniwej niedzieli. Jednak leżąc w łóżku około godziny 16 naszło nas żeby się zmobilizować i jednak coś zrobić.
-To może spacer? - proponuję
-Nie, lipa, na spacerze trzeba chodzić.
-To już wiem!- wołam uradowana- pojedziemy na jakiś pusty leśny parking i dasz mi troszkę poprowadzić.
-Hm..niech no się zastanowię.. .nie!- odpowiada mi Kruszyn złośliwie.
-Ej, to nie fair! Ja Ci czasem daję pozmywać!
Nie dał się przekonać...

sobota, 18 czerwca 2011

                I nastał czas remontu. Pierwszym wyzwaniem okazało się dorobienie półek do wielgachnej szafy. Wyprawa po deski na półki zakończyła się prawie pełnym sukcesem- prawie pełnym, bo wycięli nam je o 2 cm za duże. Na szczęście w domu mamy masę pilników, brzeszczotów i innego badziewia tego tupu. Okazało się jednak, ze szafa sama w sobie jest kosmicznie krzywa i deseczki ścinać trzeba pod określonym kątem. Tak wiec nie udało nam sie zrobić tego w jeden dzień. Dzisiaj Kruszyn wziął kawę i deskę i zamknął się w kibelku ( gdzie znajdował sie chwilowy warsztat).
-Kochanie...a nie sądzisz, że jakbyś wziął piłę to praca przyniosłaby lepszy efekt?- starłam się go delikatnie mobilizować do działania.
-Spokojnie- powiedział Kruszyn zaciągając się papierosem i dopijając kawę- nikt nie mówił, ze plan jest idealny. A tak poza tym to w ramach motywacji mogłabyś mi piwo przynieść.
-Onie, skończysz półeczkę- dostaniesz piwo. To tak jak z questami- oddasz questa- dostaniesz item- -
oj, ale wczoraj przecież zacząłem to robić i ie dostałem żadnej nagrody!- Zbulwersowało się lekko Moje Kochanie.
-Tak, ale to w dalszym ciągu jest ta sama półeczka.
-Bo to są questy daily- uśmiechnął się - jutro też ją będę robił.
Wolę mi myśleć ile potrwa malowanie w pokoju...

niedziela, 5 czerwca 2011

              Ogarnia mnie czarna rozpacz. Oczywiście ja wiem, że to troszkę nieodpowiedzialne- obudzić się tak na miesiąc przed ślubem i zdać sobie  sprawę, że nie ma się ani sukienki, ani butów, ani dodatków, ani czasu żeby to wszystko upolować. I to wcale nie takie oj tam oj tam jakby się mogło wydawać. Po ściągnięciu brygady kryzys w postaci Ojca, Macochy, Siostry, Świadkowej i Przyszłej Matki Chrzestnej i obleceniu wzdłuż i wszerz centrum handlowego najlepszym wyjściem w dalszym ciągu pozostaje worek na kartofle( ewentualnie- kulka w łeb i zero nerwów). Nie ma normalnych sukienek, nie ma nawet nienormalnych, ale choć trochę odpowiednich... Żarty żartami, ale powrót do domu po trudach i sklepowych bojach był zdecydowanie na tarczy...Oczywiście Kruszyn siedział na parapecie i korzystając z mojej nieobecności kopcił w najlepsze.
-I jak poszukiwania?- i tymi słowami poruszył lawinę szlochów, jęków, fukania i biadolenia, która po pół godzinie skończyła się wysmarkaniem połowy pudełka chusteczek pakowanych po 100.
-...i nawet...nawet.... mój ojciec się już ze mnie nie śmiejeeee...tylko normalnie współczuje! rozumiesz! nawet on już nie kopie leżącego! Kochanie! jestem gruuu-baaaa!
Kruszyn ze stoickim spokojem przytulił, poklepał i dopalił mentola ( to element wielkiego planu zniechęcania się do papierosów).
-To nic kochanie, to nic na pewno znajdziesz tą sukienkę, jeszcze zobaczysz, a poza tym Ty i tak potrzebujesz jej tylko na chwilę.
-No, ale jak to tylko na chwilę?- dziwię się posmarkując w dalszym ciągu
-Bo to przecież biała sukienka, nieprawdaż?
-No tak...
-No to przecież zaraz ją czymś uciapiesz. A wtedy możesz się już przebrać.
W sumie to wychodzi a to, że zna mnie jak nikt. Ale ja i tak wiem swoje! Choćby na godzinkę, ale i tak "Kiedyś Cię znajdę, znajdę Cięęęę".

piątek, 27 maja 2011

-Kruszyn, a będzie Ci smutno jak to będzie córa?
-Nie Skarbie nie będzie. Przy piątej to tak, wtedy będzie mi troszkę przykro, ale na razie będę kochał jak własne.

Okruszek jest płci męskiej! ;)

wtorek, 17 maja 2011

                   Coroczny zjazd ciotek potocznie przez nas zwany sabatem dobiegł wreszcie końca i życie powoli wraca do normy. Mały sierściuch wygląda już coraz śmielej spod kanapy nie do końca przekonany, że znowu w mieszkaniu zostały tylko dwie osoby.Ale trzeba przyznać, że w tym roku było wyjątkowo zabawnie. Postanowiliśmy z Kruszynem "uformalnić" nasze szalone życie. Czas najwyższy można by rzec. Tak więc niosą mi już suknię z welonem oczywiście tylko i wyłącznie do USC. Nasza religijność porównywalna jest do religijności mrówki wiec jakoś za ślubem kościelnym nie tęsknimy. Oczywiście ani Kruszyn, ani ojciec ( po którym nomen omen odziedziczyłam swoją głęboką wiarę) nie byli by sobą gdyby tej sytuacji nie wykorzystali. Tak więc szybko znaleźliśmy wyjaśnienie dlaczego nie możemy stanąć na kościelnym ślubnym kobiercu.
     -To nikt Cioci kochanej nie mówił, że Kruszyn jest innego wyznania?
     -Tak - kiwamy głowami jak plastikowe pieski w samochodach- przecież wszyscy wiedzą!
     -Aj waj- potakuje Kruszyn, który specjalnie na tą okazję zapuścił pejsy.
    -A Ty Kochanie- zwraca się do mnie Tatuś- jesteś wyjątkowo odważna, że zgodziłaś się na nazwisko Goldenwasser, żyjemy w takich czasach, że teraz pełno antysemityzmu...

czwartek, 28 kwietnia 2011

                        Dzisiaj zobaczyłam Okruszynę po raz pierwszy.Mały gigant ma już 2 centymetry, trzeba było więc pochwalić się wszystkim w rodzinie. Po wysłaniu esemesa do ojca dostałam w odpowiedzi zdjęcie jednej z jego rybek. Zdziwiona zadzwoniłam do niego, odebrał i zaczął opowiadać mi bardzo smutnym głosem:
-Jedna z moich rybek jest chora. Już od dwóch dni pływa krzywo, dodajemy jej suplementy diety, a ja staram się z nią często rozmawiać...
-Tato..właśnie wysłałam Ci informacje, o twoim wnuczku, a Ty mi mówisz o rybce? Dlaczego mówisz mi o rybce?
-A bo Okruszek jest Twój, Ty jesteś Kruszyna, a mi zostały tylko rybki. Chociaż nie..Ty jeszcze nie jesteś Kruszyny...- poprawił się Ojciec i zamyślił się trochę.
No zaraz zaraz...zbulwersowałam się w duchu, do Kruszyny należę już dobre parę lat, zaczęłam więc słuchać z coraz większym zaciekawieniem.
-No tak, bo Kruszyn jest mi winien jakieś...czterdzieści krów.- policzył szybko w pamięci - Tak, zdecydowanie czterdzieści krów. Ewentualnie mogę zamienić te krowy na wielbłądy.
Tak, a potem mój Okruszek będzie się zastanawiał dlaczego kojarzy się mamie ze zwierzętami...
Podnosi człowiek słuchawkę i słyszy:
-Cześć Promocja!
-Promocja!?- dziwię się- dlaczego promocja?
-No bo jesteś dwa w jednym ;]

Mroczni od  Kruszyna już wczuwają się w rolę wujków ;]

poniedziałek, 4 kwietnia 2011

Nadszedł czas na zmianę nazwy tego bloga, od teraz będzie o rzeczach NIESAMOWICIE WAŻNYCH- bo już nie tylko Kruszyn będzie głównym bohaterem.  Mały Fasolek ma już prawie centymetr. ;)

poniedziałek, 28 marca 2011

Ostatnio bardzo dużo osób pyta się, kiedy uprawomocnimy nasz związek. Nawet Pani w pizzerii wmawia nam zaobrączkowanie. Oczywiście postanowiliśmy pogadać na ten temat- a od małżeństwa do dzieci droga już niedaleka. Zaczęliśmy więc zastanawiać się jak dać na imię naszej latorośli i o ile z dziewczynką nie było problemu ( problem zaczął by się gdyby dorosła:
"-Tato mogę iść do kina z Krzyśkiem?
-Nie! Moja mała córeczka nigdzie nie będzie wychodzić o tej porze!
-Tato..ale ja mam 35 lat...") tak z chłopcem zaczęły się schody. Przedyskutowaliśmy wszystkie możliwe imiona z Radomirem,Ampeliuszem, Kalikstem, aż po Wrociwoja i jakoś nie mogliśmy dojść do porozumienia. Chociaż w jednym byliśmy zgodni: nasz syn będize reagować na "ej ty".

Temat dzieci wziął się też poniekąd stąd, że pewna Nasza Dobra Znajoma ( pozdrowienia i gratulacje) została ciocią, przez co spóźniła się na umówione spotkanie. Dialog w samochodzie był następujący
-Dostałam od Skrzypaczki esemesa, spóźni się, musi popatrzyć chwilkę na Młodego.
-Ale Młody się niedawno urodził, co nie?- rzucił Kruszyn nie odrywając wzroku od drogi
-No tak...
-Nie powinien być więc w szpitalu?- trybiki w męskim mózgu skrzypnęły leniwie
-Oczywiście, że nie!- Zaprzeczam- ile można trzymać takie maleństwo w szpitalu! Parę dni i do domu! A coś Ty myślał?
-Że naszego uda się tam przetrzymać co najmniej do osiemnastki...

sobota, 19 marca 2011

Kruszek znowu mówił przez sen. Tym razem przybrał jednak pozycję "na żółwika" i głos uwziął w poduszce. Przysuwam się więc delikatnie do niego i nasłuchuje. Znowu dobiega mnie jakieś takie dziwne "bmphmp mnop mmmhnm hymhm" więc - jak dzieciak przed otwarciem prezentów Bożonarodzeniowych- patrze jeszcze bardziej wyczekująco. Kruszyn przez sen chyba wyczuwa, że jest obserwowany i odwraca się na bok. To zdecydowanie ułatwia sprawę, bo teraz juz wyraźnie słyszę;
-No i dobrze, że tak było
Nie wytrzymuje już i cichutku staram się wyciągnąc z niego więcej:
-ale co było?
-no samochód- mruczy przez sen tonem pełnym zwątpienia
-Ale jaki samochód?- próbuje się wreszcie połapać o co mu chodzi- ja nie wiem jaki...
-Bo ty to wszystko musisz wyciągnąć z kontekstu...- podsumowuje mnie dobitnie, przewraca sie spowrotem na brzuszek i pogrąża się w twardym śnie.
No tak, rano pewnie i tak nie będzie pamiętał snu, więc zostaje z tym nieszczęsnym samochodem, i informacją, że następnym razem powinnam znać cały kontekst ;)

czwartek, 3 lutego 2011

         W niedzielę, gdy głód wyrwał nas z legowiska wyruszyliśmy na poszukiwanie pożywienia. Chodziło nam po głowie spaghetti, więc chcąc czy nie chcąc  zmuszeni zostaliśmy do wizyty w sklepie. A ponieważ Kruszyn mieszka na końcu świata i nic, ale to dosłownie NIC nie było otwarte w pobliżu podjechaliśmy, aż do znienawidzonego przez nas centrum handlowego. [ To nie tak, że akurat ten budynek nam coś zrobił, o nie. My po prostu z zasady nie lubimy skupisk człowieków, tym bardziej, że w sklepach nie są od nas niczym odgrodzeni i nie jesteśmy w stanie przewidzieć ich zachowań, czy nie będą gryźć itp itd ] Kiedy na horyzoncie zamajaczył już budynek z zabawnym ptaszkiem wczepionym w literkę Moje Kochanie zaczęło wykonywać dziwne zwroty. Ominąwszy ze dwa miejsca parkingowe przejechało obok latarni, zakręciło na czym, wpasowało się pomiędzy dwa samochody, ale zamiast się zatrzymać przejechało jeszcze dalej, bo cały rytuał powtórzyć parę razy. Siedziałam cicho na przednim siedzeniu starając się nie komentować ( tak, wiem, ze krytykowanie jazdy mężczyzny karane jest śmiercią przez zanudzenie) jednak nawet moja święta cierpliwość kiedyś się kończy.
-Kotuś, przecież przejechałaś już ze trzy wolne miejsca parkingowe...- napomknęłam, oczywiście twardo i zdecydowanie.
Kiedy Kruszyn zamiast mi odpowiedzieć skręcił jeszcze parę razy nie wytrzymałam
-Boże! Co z wami jest !? Faceci! Czy wy nie możecie zaparkować normalnie i najwyżej przejść się kawałek!? Dlaczego robicie z tego taki problem! Dlaczego wybieracie sobie w miejscach i wybrzydzacie! Dlaczego tyle czasu zajmuje wam głupie parkowanie? To jakiś rytuał? Męska zabawa, której zasad nie zrozumie żadna logicznie myśląca kobieta!?
-Nie Skarbie- powiedział Kruszyn parkując idealnie przed wejściem i to w takim stylu, że żaden egzaminator nie  znalazłby powodu żeby go oblać- My to po prostu umiemy.

poniedziałek, 24 stycznia 2011

Ksiądz na kolędzie: Widzę po książkach, że dużo czytasz? Co ostatnio zrobiło na Tobie wrażenie?
Asvora: Cały cykl Piekary, nawet nie spodziewałam się, że mamy tak zbliżone poglądy
Mina księdza - bezcenna
^^ "Matko Boska Bezlitosna"

poniedziałek, 3 stycznia 2011

           Po ostatniej awarii kranu wylądowaliśmy w Praktikerze z misją znalezienia uszczelek, taśmy izolacyjnej i nowego zaworu. Całe szczęście, że aż tylu rzeczy, bo Kruszyn właśnie naoglądał się MCGywer'a i o mało zakupy nie skończyły się na rzeczonej taśmie izolacyjnej i spinaczach. Ponieważ ja jako kobieta- stworzenie twórcze i delikatne- umysł zajęty miałam innymi bardziej ważnymi sprawami, do  niego należało zadanie, żeby owy zepsuty kran naprawić. ( Bo widzicie drodzy Panowie, to nie problem dla kobiety naprawić kran- my po prostu dobrowolnie pozwalamy wam poczuć się potrzebnymi udając, że takie sprawy sprawiają nam trudności). Moje Kochanie ruszyło więc dzielnym krokiem w stronę potrzebnych nam rzeczy, mnie zaś zatrzymał dział z farbami, tapetami i wszystkim innych co akuratnie w ogóle nie było nam potrzebne, ale zawsze budziło moją ciekawość i - na nieszczęście dla Kruszyna - znalazło się na  mojej drodze. Po paru chwilach on upolował wszystkie potrzebne nam rzeczy, a ja miałam już wizję  kolorystyki pokoju, łazienki i kuchni.
      -Zobacz Kotek! Jak to by pięknie wyglądało! Taka ciemna Kawa i ten jasny beż! To by się pięknie komponowało! - paplałam jak szalona
       -A gdzie?- spytał Kruszyn podejrzliwie czując zbliżające się niebezpieczeństwo nowych wydatków.
       -No w pokoju! - odkrzyknęłam .
        -W pokoju..nie, odpada...Nie za bardzo lubię takie kolory...
       -A możne w kuchni?- przypuściłam drugi atak, bo i tak wiem swoje: kolory są rewelacyjne i gdzieś kiedyś pojawić się muszą.
       - A w kuchni to proszę cie bardzo- odetchnął Kruszyn z ulgą- ja i tak nie będę się tam pokazywał, to twoja działka. - i podreptał do kasy już spokojnym krokiem. A mi zostało tylko podziękować łaskawcy za określenie mojego naturalnego środowiska. Chociaż z drugiej strony to nie mam nic przeciwko gotowaniu, Kochanie Mojej jednak nie do końca zdaje sobie chyba jeszcze sprawę kto to wszystko będzie zmywał ;)