niedziela, 11 listopada 2012

Mamy dość małe mieszkanko na dodatek zagracone niemiłosiernie zabawkami, dodatkowym łóóżkiem stojącym w kuchni, starym ponad 150-letnim kredensem, który co prawda do niczego tu niepasuje, ale ma wspaniałą historię więc stoi. Nasza rupieciarnia nieprzewiduje jednak tak prozicznych rzeczy jak zestawy kubków, czy jeden pelny komplet sztućców. W chwili, kiedy przyszli nas odwiedzić znajomi trzeba było więc kombinować skąd wziąć kubki do herbaty- oczywiście każdy innego kształu i z innym wzorkiem. Dla gości oczywiście coś się znalazło, gorzej sytuacja miała się z kubkiem na mężową kawę. Krszyn rszył więc do pokoju i po chwili wrócił z MOJĄ herbatą. No dobra, resztką herbaty- mimo to byłam do niej przywiązana, na co też natychmiast zwróciłam mu uwagę:
-ej!- zagaduje subtelnie i kobieco- co Ty chłopie robisz! chyba cie pogieło. Tam jest moja herbata!
-Była- śmiecha się dobitnie mąż i przekręca kubet nad zlewem
Wyszłam za potwora

edit: Dodaję, żeby ni bylo, że po wyjściu gości i wychłeptaniu przez niego kawy dostalam swój kubek w nienarszonym stanie, nawet z parującą i pyszną zawartością ;)

Co do herbaty to w ogóle ciekawa sprawa. Kiedyś poprosiłam Kruszyna, żeby zrobił mi zieloną herbatę (uwielbiam !)
Po czym idę wziąc gorącą kąpiel.
-A jak ona wygląda?- pyta Kruszyn przez uchylone drzwi lazienki
 -W szawce, koło przypraw, taki małe zielone pokruszone listki- odpowiadam licząc, że zwróci uwagę na wielki napis Green&white tee. Po wyjściu z wody siadam przed lapotopem z ciepłym napojem, ale już po paru łykach czuję, że coś jest nie tak.
-Kochanie, pokaż mi opakowanie po tej herbacie, może przeterminowana, albo co? - dziwię się szczerze.
 Krszym wyciąga więc przeźroczyste opakowanie pokruszonych lisci laurowych, po czym ledwo uskakuje przed fontanną z moich ust. Sztuka czytania jest trudna ;p


************************************************
Dzisiaj mamy tz "oficjalnych gości" wzięlam się więc za poważne sprzątanie. Chłopaki co prawda nadgonili z brudzeniem i efekt jest mega znikomy- nie o tym jednak mowa. Wzięłam sie za szorowanie wanny. Kruszyn z Okruchem na rękach stoją w drzwiach i przyglądają się zaciekawieniem jak myję szczotą wnętrze białego potwora
-Skarbie- pyta się mąż w pewnej chwili- pomóc Ci?
-nieee- mówię, bo wolę zrobić to sama i dobrze niż po nim poprawiać
-A przestań, pomogę Ci- nie daje za wygrana po czym podchodzi bliżej i glośno zaczyna komenderować:
-RAZ-DWA!  RAZ-DWA! PRAWA! LEWA!
Zabić takiego to malo :)