wtorek, 8 grudnia 2015

  Dzisiaj przedszkole Okrucha odwiedził Święty Mikołaj. Dzieciaki przeszczęśliwe, podekscytowane, Młody - jak i jego dwaj najlepsi kumple- wrócił do domu z dumnie podniesioną rózgą. Niestety przed powrotem Okruszysko zdążyło podzielić się ze mną najnowszym spostrzeżeniem w przedszkolnej szatni:
-Mamo! A ten święty mikołaj to był taaaaki gruby!
-Naprawdę kochanie?- uśmiecham się - jak nasz Tatuś?
-No co Ty! Ze trzy razy grubszy! Był tak wielki jak mama Bajtla!
Pewnie domyślacie się kto właśnie ubierał się obok. No cóż, gdyby wzrok mógł zabijać byłabym już bezdzietna.
           Ostatnio, gdy przyszłam odebrać Okrucha z przedszkola znalazłam moje dziecko siedzące smętnie w kącie.W szatni przełamał się i zaczął popłakiwać. Trudno mi było zrozumieć o co mu właściwie chodzi, więc dopiero po przytuleniu i długim uspokajaniu otarł zasmarkaną buzię rękawem i wychlipał:
-Bo widzisz mamo, wszystkie dzieci chodzą do logopedy...a mnie nigdy tam nie biorą...

I teraz nie wiesz człowieku, czy masz się cieszyć czy psioczyć, że uczęszczało się na emisje głosu.