wtorek, 8 grudnia 2015

  Dzisiaj przedszkole Okrucha odwiedził Święty Mikołaj. Dzieciaki przeszczęśliwe, podekscytowane, Młody - jak i jego dwaj najlepsi kumple- wrócił do domu z dumnie podniesioną rózgą. Niestety przed powrotem Okruszysko zdążyło podzielić się ze mną najnowszym spostrzeżeniem w przedszkolnej szatni:
-Mamo! A ten święty mikołaj to był taaaaki gruby!
-Naprawdę kochanie?- uśmiecham się - jak nasz Tatuś?
-No co Ty! Ze trzy razy grubszy! Był tak wielki jak mama Bajtla!
Pewnie domyślacie się kto właśnie ubierał się obok. No cóż, gdyby wzrok mógł zabijać byłabym już bezdzietna.
           Ostatnio, gdy przyszłam odebrać Okrucha z przedszkola znalazłam moje dziecko siedzące smętnie w kącie.W szatni przełamał się i zaczął popłakiwać. Trudno mi było zrozumieć o co mu właściwie chodzi, więc dopiero po przytuleniu i długim uspokajaniu otarł zasmarkaną buzię rękawem i wychlipał:
-Bo widzisz mamo, wszystkie dzieci chodzą do logopedy...a mnie nigdy tam nie biorą...

I teraz nie wiesz człowieku, czy masz się cieszyć czy psioczyć, że uczęszczało się na emisje głosu.

wtorek, 24 listopada 2015

-Mamo! Mamusiu! Zobacz! Ten kawałek mydła wygląda jak plemniczek!
-Jak co!? Co mówisz kochanie!?
-No jak pielmniczek!
-Powiedz to jeszcze raz Słonko...
-Oh... no pielmnniczek! Taki do jedzenia! No wiesz: chatka z pliemniczków!
Czekam z niecierpliwością, kiedy Okruch zacznie wymawiać "eR"

niedziela, 22 listopada 2015


W takie szare dni jak ten, kiedy zaczyna się robić zimno człowiek tęskni do wakacji. My tęsknimy nie tyle do samego wolnego czasu, co do miejsca... To niesamowite, że każdy ma taki swój mały sekretny kąt, za którym tęskni. Do miękkiej zielonej trawy i zapachu koszonego siana. Świerzego mleka i domowej roboty twarożku, który przyprawiamy zerwanymi pomidorami, szczypiorkiem i rzodkiewką. Do spania w namiocie lub przyczepie tuż pod górami. Do ogniska w późną noc, pogoni za świetlikami. Zażeraniem się poziomkami rosnącymi dziko na bunkrze. Chodzeniem boso po trawie i gapieniem się na księżyc przez rozstawiony na polu teleskop. I tych rozmów do późna z najwspanialszymi ludźmi na świecie. 
Dlaczego tak mnie wzięło na wspominki? Przy urządzaniu pokoju dla Okrucha zastanawialiśmy się co by tu wymalować na ścianie. Szkoda, że nie można przenieść gór i Wapienicy :)

niedziela, 1 listopada 2015

        Wszystkich świętych przemija nam w cudnej i rodzinnej atmosferze. Tuż przed znaleźliśmy czas na historie o duchach i zabawy z dynią, a w niedzielę poszliśmy odwiedzić groby. Pogoda była piękna, złote liście spadały z drzew, tak więc prosto z cmentarza udaliśmy się do lasu. Po drodze minęliśmy cmentarz żydowski. Bardzo fajnie rozmawiało nam się o tym co można czuć w te święto. Mówiliśmy o tym, że nawet jak jest smutno to też jest w porządku, o tym, że się tęskni, i że najważniejsza jest nadzieja. Opowiadaliśmy o zwyczajach, o świeczkach i o symbolice płomienia. A także, o innych kulturach... no i zeszło na stosy pogrzebowe wikingów. 
-Układano ich na łódce, odpychano ja od brzegu i wtedy łucznicy strzelali w nią zapalonymi strzałami.- kończyłam opowieść
-Jeszcze przedtem polewali ich oliwą...-dopowiada Kruszyn
-Albo smołą... - uzupełniam
Okruch odwraca się z zainteresowaniem i dodaje pełen nadziei:
-albo nutellą? 
Boję się co z niego wyjdzie jak zacznie sam przygotowywać swoje posiłki ;) 

niedziela, 11 października 2015

Piździernik daje o sobie znać, zimny wiatr łopocze okiennicami i podwiewa poły płaszczy. Do przedszkola dreptamy w zimowych kurtkach, nawet czapki i rękawiczki wróciły do łask (pomimo, że ciężko zbierać w nich kasztany). W związku z wszechobecnym zimnem- ku uciesze Kruszyna- rozruszaliśmy naszego kochanego kafloczka. Mężol dzielnie drwa rąbie i słodki dźwięk strzelającego drzewa wypełnia mieszkanie. Problemem jest jednak drugie piętro. Piec super, ciepełko super, nawet popiół do przeżycia ale dźwigać mi się nie chce. Od czego są w końcu faceci w mieszkaniu? Wracają więc we dwójkę z piwnicy- Kruszyn z pełna torbą, Okruch ze szczapkami na rozpałkę sztuk trzy. Mąż położył ciężar, odchylił się do tylu, pomasował plecy i westchnął. Dzieć popatrzył, pomyślał, zrzucił szczapki i westchnął także. Pokiwał głową i porozumiewawczo zagaił do ojca:
-Dobrze, że było nas dwóch, nie?
Taka pomoc to skarb. 

niedziela, 20 września 2015

Wrzesień mija nam pod znakiem chorób małych i dużych - od dziury w nodze po "awarie brzuszka" jak to subtelnie ujął Okruszek. Ale w tym miesiącu, na samym początku stało się coś co warte jest opowiedzenia. Otóż pierwszą wolną chwilę spędziliśmy z Okruchem na uporządkowaniu zabawek i odłożeniu tych, które w ciagu ostatniego roku straciły na popularności. Spodziewałam się zaciekłej walki, jednak syn mój z nad wyraz niezmąconym ( jak na 3-i-pół- a-w-zasadzie-bardziej-cztery-latka) spokojem wybrał trzy reklamówy zabawek, które powinny zmienić właściciela. Zawieźliśmy je do najbliższego domu dziecka, pluszaki trafiły do kontenera dla potrzebujących. Bez dantejskich scen. Bez płaczu. Nawet nie wyobrażacie sobie jak do tej pory jestem z niego dumna. Cudnie się potem siedziało w trójkę i zajadało lody ze świadomością, że twój dzieciak wyrasta na fajnego faceta :)

środa, 26 sierpnia 2015


     Wakacje to taka cudna pora, że nawet mamuśce na pełnym etacie uda się zostawić dziecko pod czujnym okiem dziadków i wyrwać męża na randkę. Gdy tylko Okruch padł był zawinęliśmy się z Kruszynem  i ruszyliśmy od nowa i nowa zakochiwać się i w Bielsku i w sobie. Muszę przyznać dwie rzeczy: po pierwsze nie ważne ile razy chodziło się tymi ulicami, i ile piw się wypiło w knajpkach, zawsze znajdzie się coś takiego, co w bielskiej kamienicy może zaskoczyć i zaczarować. Tym razem udaliśmy się do muzeum fiata 126p- cudny pomysł i na muzeum i na knajpkę! Jeżeli ktoś jeszcze nie był to iść musi! A druga rzecz: jak to możliwe, że po tylu latach ja wciąż mam mało i mało rozmów z tym gościem? To przecież nienormalne, żeby znowu zakochiwać się w tym samym facecie! 

poniedziałek, 22 czerwca 2015

Zaczynam zrzucać sadło co się po bokach wylewa. Komputer włączony, na monitorze Chuda Pani Modelka z uśmiecham szerokim jak most brookliński zaplata nogę na szyje i podobne temu rzeczy. Zawzięłam się i twardo próbuje ją naśladować. Jest sukces- udało mi się dosięgnąć palców stóp i nie umrzeć. Ćwiczenie się zmienia i teraz robi śmiercionośną serię z wrzutami nóg w górę. Padam na pysk i pogrążam się do reszty w katatonii - umrę gruba :(
-Nie! Nie! tego się nie da zrobić- mówię pełna rezygnacji
-A ja umiem!- mówi Dzieć głosem radosnym jak skowronek i uśmiecha się do mnie wygięty jak krakowski precel. Nawet nie zauważyłam, że przestał oglądać kreskówki i ćwiczy ze mną. -widzisz mamo! to takie proste!
Ech... nie dość, że świetnie motywuje to jeszcze jest mistrzem gry w chowanego ;)

Ostatni spacer do sklepu odbył się pod znakiem dinozaurów. Mianowicie Dzieć uparł się być tyranozaurem i już. W tym celu ubrał zielony kostium, a do kompletu czarne kalosze. Zestaw czysty, ciepły więc co mu będę odradzać- jeszcze będzie miał czas być poważnym facetem w garniaku. Niestety podczas drogi powrotnej znalazł się ktoś kto wie lepiej.
-ojej! A dlaczego Pani mu pozwoliła wyjść w kostiumie?
- Bo jakby się nie przebrał za chłopca to musiałabym prowadzić go na smyczy. T- rexy są mięsożerne.
- tez coś - fuka babka koło 50-tki rozsiewającą duszący zapach różanych perfum. Ocho, wiem, że lekko nie będzie.- przecież to niepoważne.
Bingo! On ma 3 lata - rzadko bywa poważny :) Wzdycham więc i tłumacze, choć wiem, że i tak nie przyniesie to rezultatu:
-jeżeli chce być dzisiaj tyranozaurem to może nim być. Nikogo nie krzywdzi i nie obraża. Jest szczęśliwy i jest mu ciepło. Nikt nie będzie mu mówił kim ma być i jak ma żyć.- puszczam Pani wyuczony uśmiech numer 3 i odchodzę w swoją stronę.
Dzieciozaur podskakuje w kaloszach wesoło. Nagle przystaje, marszczy brwi i pyta:
- ta pani nie lubi dinozaurów?
- chyba nie- odpowiadam uśmiechając się dalej
- A mogę ją zjeść?

O wiele łatwiej rozwiązuje się problemy mając trzy lata.

środa, 15 kwietnia 2015


Wywiało mnie ostatnio w sprawach służbowych do Warszawy. Tuż przed wyjazdem, żeby chłopakom ułatwić zasypanie nagrałam młodemu jego ulubioną kołysankę na tatusiowy telefon. (Mamy naszą ulubioną, śpiewaną dzień w dzień - fajny pomysł, żeby Okruszek nie tęsknił za bardzo). Pierwszej nocy po powrocie przytulam się do Młodego i pytam się czy zaśpiewać mu na dobranoc

- wiesz mamo, nie musisz... mam telefon tatusia.
przegrałam z techniką...
p.s. Na szczęście szybko się zorientował, że do telefonu ciężko się przytulić :)


***

Siedzimy na placu zabaw, w piaskownicy bawi się dziewczynka- wygląda na lekko zagubioną.
- kochanie, może zbudujecie razem zamek z piasku?
- ale mamo, ja nie wiem jak się ta dziewczynka nazywa
- to nic, podejdź, sam się przedstaw i zacznij rozmowę! Na pewno będzie milo
- no dobrze- mówi Okruch zrezygnowanym tonem. Po chwili uśmiecha się jednak, a ja już wiem, że wpadł mu do głowy jakiś temat.
- czeeeeść- zagaja rozmowę i od razu dodaje, żeby temat się nie urwał- a wiesz, że moja mama jest gruba?
mistrz podrywu... Po tatusiu....

środa, 18 lutego 2015

       Z cyklu Nocne Polaków rozmowy. Godzina prawie czwarta rano, budzi mnie szarpanie rękawa i ciche:
-Mamo...Mamusiu...
Wstaję i nieprzytomnym głosem pytam:
-Co się stało Kochanie? (Przez jakiś czas Okruch bał się wilków*, więc całkiem możliwe, że jakiś zły sen, że syn się boi, że utulić muszę - więc sprawa poważna i trzeba obudzić się jak najprędzej). Młody przysuwa konspiracyjnie buzie do mojego ucha i szepcze:
-Mamo, ktoś tu jest..
-Gdzie Skarbie? - pytam momentalnie przypominając sobie wszystkie możliwe horrory
-W moim uchu...- odpowiada dziecko, wybucha śmiechem i idzie spać dalej.
Tak to się moi drodzy zaczyna.



* Na strach przed wilkami rewelacyjnie podziałała książka Jak pokonać wilki. Strachy na lachy.

poniedziałek, 9 lutego 2015

-A teraz jestem pieskiem!- Okruch pada na kolana i zaczyna podgryzać wszystkich po kostkach. Słuchajcie, to nie jest śmieszne, ostatnio obszczekał nawet Wielce Szanownego Wujka Wiedźmina. Okruch jest psem i koniec kropka. Wołasz dziecko, synka, słoneczko swoje najdroższe - nic. Zawołasz "piesku, mały piesku" i przychodzi grzecznie - tyle, że na czworaka. 

Tym większe było zdziwienie Kruszyny, gdy dziedzic zakomunikował mu, że dzisiaj w ramach wyjątku nie będzie małym Scoobym doo tylko czymś zupełnie innym.
- Nie jestem już pieskiem, teraz jestem muchem! - powiedział dumny i ze szczekania przerzucił się  na bzyczenie.
-Muchom synu - poprawia Kruszyn cierpliwie i na nowo zakłada zatyczki do uszu.
-och Tatooo... - wzdycha Okruch i wznosi oczy ku niebu dziwiąc się głupocie ojca- mama jest dziewczynkom, tak? To  może być muchom! Ty i ja jesteśmy chłopcy- więc ja i ty jesteśmy Much!
Kruszynowa krew zawsze ma racje. Deal with it...

piątek, 30 stycznia 2015

-Mamo! Mamo! Bawimy się w przedszkole? Bawmy się, prooosze- Okruch robi maślane oczy i nie sposób mu odmówić.
- Dobrze kochanie, bawmy się w przedszkole.
Mały tacha swój mały stolik na środek pokoju, na biureczku stawia picie i komórkę zabawkę. Siada na miejscu i mówi poważny tonem:
-ja będę Panią, a Ty przedszkolakiem dobra? Usiądź po turecku i musisz się słuchać i być grzeczna.
- dobra- śmieję się trochę ale siadam posłusznie
- no! To teraz sprzątaj zabawki!