poniedziałek, 28 listopada 2011

             Został już tylko tydzień. Powoli się zaczyna, wszystkie znaki na niebie i ziemi świadczą o zbliżającej się godzinie zero. Ostatnio nawet się wystraszylam, że to JUŻ! Tylko, że magiczne już przypadło na wprost niemoralną godzinę w niedziele rano i to na dodatek po Kruszynowej nocce. Tak więc, kiedy taki zielony ankubatorek jak ja nachylił sie do Kruszyna i szepnał:
-kurcze, ciężko powiedzieć, ale ...chyba cos się dzisiaj ruszy! - Kruszyn tylko przekręcił się na drugi bok i nie otwierając oczu szepnął:
- Dzisiaj? No, ale jak dzisiaj? Przecież ja śpie...
          Najdziwniejsze jednek jest to, że Okruch wysluchał jego prośby i do teraz jest cisza, spokój i równowaga ;) No tak - czekamy na pozwolenie na lądowanie ;]

poniedziałek, 21 listopada 2011

       Panuje pogląd, że kobiety w ciąży miewają różne huśtawki nastrojów. Dementuje te plotki! Stwierdzenie, że ciaża to "9 miesięczny zespół napięcia przedmiesiąckowego" jest mylny i w ogóle nie ma pokrycia w życiu realnym. Nie zauważyłam u siebie tego typu zachowań. Ani trochę. Ani ani. Tylko zrozumieć nie mogę dlaczego Kruszyn coraz częściej podskakuje nerwowo gdy do niego mówię, potajemnie łyka jakieś pastylki z pudełka z napisem nerwosol, no i ta tykająca nerwowo brewka...No, nie ważne, W każdym razie całkowicie dziwnie zaczął się zachowywać kiedy wczoraj ze strachem zawołałam go do kuchni:
-Kruuuuuuuuuuuuuuuuuuuszyyyyyyyyn- mój ryk zatrząsł całym blokiem tak, że prawie szyby powypadały. Kochanie moje z szybkością światła znalazło się w kuchni
-Co ile skurcze!?- wykrzyknął
-Nie to! Nie rodzę jeszcze- tłumacze kuląc się na kancie stołu.
-Nie?- zdziwił się- to czemu krzyczysz?
-No bo tam..tam..jest pająk!- wyjaśniam i drżącą ręką pokazuję nad zlewozmywak. Kruszyn podszedł bliżej, popatrzył na stwora ( Tak, to pająk, nie ma najmniejszej wątpliwości) i znowu zwrocil się w moją stronę z nic nierozumiejącym wzrokiem.
-No i co z tego, że jest tu pająk- drąży temat- przecież Ty sie nigdy nie bałaś pająków?
Fakt, nigdy jakoś ani mnie nie przerażały, ani nie obrzydzały. Ot, robaczki. Podchodze więc do zlewozmywaka, biorę małego dziada w rękę i zanosze za kredens- bo jakby się bidaczek zamoczył to było by kiepsko.
-No tak, nie boję się- przyznaje Kruszynowi racje- zapomniałam. - i z uśmiechem wrócam do pokoju. Kruszyn doszedł dopiero po paru minutach, siadł na końcu rogówki i zaczął kiwac się miarowo. I to podobno kobiety w 3 trymestrze zachowują się dziwnie. phi...

czwartek, 17 listopada 2011

Dzisiaj za nami ostatnia wizyta na USG. Za niedługo Okruszek pokaże nam się niedość, żę w 3D to jeszcze dolby surround. No, ale póki co czekamy na zdjęcia jak głupi, żeby choć jeszcze raz zobaczyć przez chwilkę ciemną plamę na monitorze i cieszyć się, jak dojdzie do nas, że to akurat nosek jak kartofelek. W ogóle co dziwne- z każdego badania wynosimy pełno zdjęć "potwierdzających płeć" a dopiero dzisiaj, w 37 tygodniu ( czyli na samym finiszu) Młody pozwolił zrobić sobie zdjęcie pyszczka. Ha! Pozwolił to za duże słowo- nakryliśy go tajniacko z Pania Gin, zachodząc z drugiej strony. Spał w najlepsze, ziewnał nawet raz czy dwa. Lekarka- cała uradowana, conajmniej jak archeolog, który znalazł Gwiezdne Wrota- probowała delikatnie obudzić Okrucha, żeby widok byl ciekawszy. Pomajtała brzuszkiem i pyta się go grzecznie: "A może dość już spania? Pokażesz nam sie lepiej?" Na co Młody kiwnął energicznie główką, że "nie" i odchylił sie tak, że nic już nie można było zobaczyć. No co tu dużo mówić- wykapany Tato ;) Mam nadzieję, że nawyki związane ze snem zostaną mu po urodzeniu ;)

wtorek, 8 listopada 2011

Kruszyn - jako zagorzały fan SG- postanowił wyedukować Młodego Okrucha w klasyce filmowej. Jesteśmy zgodnym małżęństwem, ale od czasu do czasu w naszym domu wybucha spór o to co jest genialniejsze: Gwiezdne Wrota vs. Gwiezdne Wojny. (Niestety wniosek o nazwanie syna imieniem Han nie przeszedł...) Gwiezdne Wojny Młody już "poznał", co prawda nei widział, ale "przesłuchał" wszystkie części, a teraz - chcac nie chcąc nadszedł czas na Stargate'a. Ponieważ z Okruchem jestesmy jeszcze w dwupaku, zmuszona zostałam oglądać SG z nimi. Chłopaki szaleją, kończymy pierwszy sezon, a ja musze przyznać ( oczywiście przed sobą- nigdy przed Kruszynem), że mi też zaczyna się podobać! Jest tylko jednen mały szkopuł : Juz nie czuje się jak porucznik Sigourney Weaver, mój kochany Mąż uświadomil mi, że tak naprawde powinnam czuś się jak Jaffa noszący małego goa'uld'a. Oglądanie Stargate'a na tydzień przed potencjalnym rozwiązaniem NIE JEST dobrym pomysłem!

wtorek, 1 listopada 2011

Młody - choć jeszcze nierozpakowany - coraz bardziej rządzi naszym życiem. Co za tym idzie częste humory, albo i smaki nikogo nie dziwią. Mały Okruszek nie tylko dyktuje pozycje do spania, godziny siedzenia prosto, dlugość kąpieli, ale kontroluje także samki. Tak więc śledzie, gorfy, czy frytki o niemoralnych godzinach zawładnęły naszą kuchnią. Smakową burzę najczęściej wywołuje jedno nieostrożne słowo Kruszyna: "Napiłbym się coli", albo "a wiesz, że Mama robi Gołąbki?" - i koniec- szukaj w święto jakiegos otwartego sklepu, bo nie ma w domu śmeitany, a gołąbki to przcież tylko z sosem pomidorowym! Tak samo dzisiejszego wieczoru- siedzimy i powoli zastanawiamy się na co mamy ochotę... Kruszyn- w spokoju pałaszując swoją kolacje patrzy na nas zatroskanym wzrokiem:
- zrobię Ci jajecznicę- proponuje w końcu
-Nie Kochanie, to nie to...- zastanawiam sie w dalszym ciagu
-może kanapki?
-też nie...
-Śledzie? Gofry? Czekoladę?
kiwam przecząco głową, bo jakoś te samki dzisiaj akurat nas nie przekonują
-szpinak?
-nie
-frytki?
-nie
muffinki?
-nie
-a wpierdziel chcesz?
Nie ma to jak rozbudowana karta dań ;) Kochany z niego żuczek ;p  Swoją drogą na naszej dzielnicy to dość znane danie!