czwartek, 31 października 2013


Ja wiem, wiem... dobrze wiem, że to komercha, że amerykańskie, że wstrętne, że się przodkowie w grobach przewracają, że nie uchodzi, że tradycja rzecz święta, że się dzieciom w dupach przewraca, i w ogóle, że strach, wstyd i nie wiadomo co jeszcze.
 Ale wiecie co?
Mieliśmy straszną radoche ;]

wtorek, 22 października 2013

 
         Czasami dociera do mnie jak wielka przepaść, jaka głęboka różnica jest między osobami dzieciatymi, a tymi, którzy latorośli nie posiadają. Jak wielkie niezrozumienie panuje, jak dużo rzeczy należałoby sobie wreszcie nawzajem wyjaśnić. Czasami, podczas rozmowy ma się wrażenie, ze cokolwiek zostanie wypowiedziane, obojętnie jakie argumenty zostaną użyte, obojętnie jakie słowa zostanę dobrane to i tak nic, ale to nic nie wskóra się. Nie da się nawiązać żadnej nici porozumienia… Uzmysłowiłam sobie to boleśnie w chwili, gdy razem z Okruchem przemierzaliśmy kolejne kilometry Castoramy i pytaliśmy się nic nie rozumiejących sprzedawców, gdzie można znaleźć matę uszczelniającą potrzebną nam do zrobienie torów do samochodzików. Gdy w kocu znaleźliśmy zdecydowaliśmy się jeszcze na czerwoną rurę:
-to ile tej rurki?
-tak z półtora metra? Powinno wystarczyć na tor bobslejowy dla żołędzi.

Naprawdę, czy tak trudno zrozumieć rodziców?

P.S. zabawa była przednia! Zdjęcie Okrucha nadzorującego ruch uliczny w Kruszolandii jest tego najlepszym dowodem!

wtorek, 1 października 2013

W chwili kiedy dzieć stał się bardziej ruchliwy niż rozpędzona asteroida w amerykańskich filmach katastrofy sa na porządku dziennym.  A to rozbite kolanko, a to zdarte łokcie, a to się kochane pacholęcie w główkę huknie tak, że echo pójdzie. Aż dziw bierze, że sąsiedzi nie wezwali jeszcze kogoś z tvn’u co by poważnym głosem zapytał, czy tej tragedii nie dało się zapobiec. Okruch jest jednak twarda sztuka i wstaje szybko, otrzepuje się szybko i leci dalej siać zniszczenie. Czasami jest jednak potrzebna ingerencja lekarza pierwszego kontaktu- w tym wypadku mamy, która przytuli i podmucha. Tak, dwa dmuchnięcia i jeden cmok to terapia najskuteczniejsza pod słońcem. Działa na realne szkody, oraz na te wymyślone, z którymi też czasem trzeba powalczyć (niestety nie działa na debet na koncie). Dmucham więc (dwa razy) i całujemy (raz) gdy dziecko upadnie, gdy bucik za ciasny, gdy rączka się zmęczy rysowaniem itp. Itd. Czasami wystarczy dmuchnąć z drugiego końca stołu, czasami nawet nie schylając. Dzisiaj Okruch pokazuje, ze boli, a siedzi pod oknem. Dwa dmuchnięcia i jeden całus wysłane spod drzwi dolatują do niego i bol oczywiście ustaje- dziecko zadowolone bawi się dalej ;) Kruszyn jednak parzy przez chwile zdziwiony, główkę przechyla, w brodę się drapie, w końcu pacnął się w czoło i mówi:
-A! no tak! Teraz wszystko działa na wi fi!

                                                                          ***

-Kochanie umyłam lodówkę i wywaliłam wszystko co się już zepsuło, lub psuć zaczynało.
-super i co zostało?
-ser.
-tylko ser? Ciekawe czemu...

-pewnie dlatego, że na pleśniowy nas nie stać;)