Leżeliśmy przytuleni do siebie. Kruszyna znowu gdzieś niesie w świat, ja muszę do moich gimnazjalistów i tym sposobem przyszło nam rozstać się na parę dni. W każdym razie jako kobieta - stworzenie romantyczne - liczyłam na jakieś czułe pożegnanie. Kruszyna przytulił się, romantycznie wsadził rękę w spodnie i orzekł: "Masz zimną pupę, trzeba cię rozgrzać"
"No wreszcie!" - ucieszyłam się w myślach. Natomiast moje kochanie popatrzyło na mnie i stwierdziło:
-turlaj się! to wywoła tarcie, a to z kolei ciepło- i wesołym krokiem udał się w stronę komputera.
wtorek, 30 marca 2010

Od niepamiętnych lat noszę na szyji groszówkę, przebitą i zawieszoną na łańcuszku. Ot, takie symboliczne szczęście, oryginalny talizman. Niestety grosz noszony już od dziesięciu lat wstecz uległ lekkiemu rozkładowi- moje innowacyjne zawieszenie poszło w drobny mak... Płacz był straszny, bo jak na kobietę przystało przywiązuję się do rzeczy. Po pewnym czasie dostałam w prezencie od Kruszyny drugiego grosza. Specjalnie dla mnie wybrał taki nowy i błyszczący, pojechał po wiertło, dostałam nawet nowy łańcuszek. Tylko, że wiertło miało swoje rozmiary, a grosz, jak wiadomo nie jest symbolem wielkości. Mam więc grosza, w którym 1/4 to dziura. Liczą się jednak chęci, i już sam fakt, że mój Kruszyn sam z siebie chciał poprawić mi humor wydaje mi się cudowna.
Pewnego razy wybraliśmy się z Mhrosznymi na rynek, by oddać się alkoholowemu błogosławieństwu po całym długim tygodniu. Siedząc na ławce, bawiłam się moim nowym groszem, co zainteresowało Mhrocznego Pierwszego:
_A co ty masz tu taką dużą dziur? - zapytał spoglądając na moje cacuszko.
- A bo Kruszyn rżnął, a mniejszego sprzętu nie ma niestety...
Nie wiem dlaczego to towarzystwo jest takie monotematyczne o.0
Pewnego razy wybraliśmy się z Mhrosznymi na rynek, by oddać się alkoholowemu błogosławieństwu po całym długim tygodniu. Siedząc na ławce, bawiłam się moim nowym groszem, co zainteresowało Mhrocznego Pierwszego:
_A co ty masz tu taką dużą dziur? - zapytał spoglądając na moje cacuszko.
- A bo Kruszyn rżnął, a mniejszego sprzętu nie ma niestety...
Nie wiem dlaczego to towarzystwo jest takie monotematyczne o.0
poniedziałek, 22 marca 2010

Wybór imienia to niełatwa sprawa. Jakoś nigdy nie możemy z Kruszyną dojść do wspólnych wniosków przy podejmowaniu tej trudnej decyzji...Zarówno względem dzieci ( przyszłych) jak i pas ( także przyszłego, ale w aspekcie przyszłości o wiele bliższej) Rozważaliśmy dzisiaj parę opcji. Pupi ( opcja Teściowej), Bruno, Brutus, Cezar, Cezary-Cezary, Wynocha-z-mojej-kanapy, albo Zostaw-to-obiad-dla-gości. Padłą także propozycja nazwania go z leksza z rosyjska ( ponieważ zaczytuję się teraz książkami Kornewa). Tak wiec rosyjski Misza, stał się Miską i pomysł umarł. Nie idzie się dogadać z tym facetem! Przedyskutowaliśmy także, czyn ie warto nazwać go Gryś, ale w końcu uznaliśmy, że nie ma po co psu niepotrzebnie w głowi mieszać ( Gryś nie gryź!). Myślimy też na Ursą- jeśli była by to suczka...Chociaż podejrzewam, że ten nasz pies i tak będzie święcie przekonany, że imię jego brzmi po prostu Zostaw!
wtorek, 16 marca 2010

W czerwonym prawie-ferrari wysiadły światła stopu. Kruszyn od razu dzielnie ruszył do naprawy cały czas marudząc na temat konstrukcji i tego "po jaką cholerę światła są tam, a nie gdzie indziej". Oczywiście nie obyło się bez wspomnień o "pierwszym samochodzie", w którym wszystko było prawie magiczne, sprawne i w ogóle jeździł na wodę :P Fiat 126p - bo o nim mowa- poruszył w duszy Mojego Kochania jakąś czułą strunę...
- Nawet nie wiesz jak mój maluch jeździł na ręcznym! - powiedział Kruszyn, a ja - jako baba monotematyczna prawie umarłam ze śmiechu. Niezrażony niczym, ciągnął dalej swoja opowieść pewno myśląc, że nie znam się na motoryzacji. I wszystko byłoby dobrze, gdyby nie to, ze w pewnym momencie prawie zaczęłam się turlać po ziemi. Ale to nie przez to, że nie jestem fanką maluchów. Rozbroiło mnie zdanie: "Tylko z tym ręcznym był problem, ciężko było go spuścić".
Rozmowy o motoryzacji mogą być wyjątkowo zabawne ;]
poniedziałek, 15 marca 2010

Zdarzyło się kiedyś, że były Walentynki. Upiekłam więc Kruszynce tort, wycięłam z niego kształt serca i ruszyłam śmiało do drugiego miasta, żeby mu ten prezent wręczyć. Niestety w autobusie spotkałam przyjaciółkę, zagadałyśmy się i zamiast w mieście Kruszyny wysiadłam parę wiosek dalej w Szczygłowicach. Kiedy po godzinie brnięcia przez śnieg, który kończył się parę metrów nad moją głową wreszcie dotarłam do Kruszyny, ten nawet nie zdziwił się moim spóźnieniem. "Myślałam, że utknęłaś gdzieś i robisz zdjęcia..." no tak, to akurat było możliwe... W ogóle nie przejął się, że podczas tej wyprawy mogłam zginąć zasypana śniegiem, bądź rozszarpana przez polarnego niedźwiedzia.
Parę miesięcy później wybraliśmy się w góry. Ponieważ zagnało nas w "moje" okolice postanowiłam poprowadzić. Niestety w poowie okazało się, że szlak jest zamknięty z powodu wyrębu drzew. Poszliśmy więc na przełam i w końcu- po dość trudnej i mozolnej wspinaczce - dotarliśmy na szczyt. Niestety, po powrocie do domu nie obyło się bez złośliwych komentarzy Kruszyna.
_No pięknie Pani przewodnik. To był rzeczywiście "zielony" szlak. Te zielone chaszcze...
-Beze mnie to byście zabłądzili jak nic!- odgryzałam się jak tylko mogłam, bo nie mogłam przecież przyznać mu racji - spadlibyście w przepaść. Błądzili przez parę dni bez wody i jedzenia. Napadły by was wilki i niedźwiedzie!
-W tym momencie Moje Kochanie spojrzało na mnie ze śmiertelną powagą i powiedział poważnym tonem:
- Nie kochanie. Wszystkie niedźwiedzie wyemigrowały do Szczygłowic.
Po ostatnim piwie wdaliśmy się z Kruszyną w dyskusje na temat związków damsko-męskich. KUrszyn- jako rasowy samiec zaczął wymieniać z szowinistycznego punktu widzenia wszystkie znane ludzkości kobiece wady. I wymieniał i wymieniał i wymieniał bez końca.
-Godzinami przesiadujecie w łazience! Wasze zakupy trwają niesłychanie długo! Zawsze jak coś się wam powie, to potem to nadinperpretujecie!
-To dlaczego mężczyźni w ogóle wiążą się z kobietami?-zapytałam się podejrzliwie, czując, że tak naprawdę nie chcę znać tej odpowiedzi.
-Jak to dlaczego? - popatrzył na mnie z nieukrywaną wyższością - stały związek z kobietą gwarantuje, że jest seks.
Przezornie zamilkłam, zastanawiając się w duchu, co za teorię jeszcze wymyli mój kochany. Kruszyna jednak przestał chyba być pewny swojej teorii, bo zatrzymał si nagle, zrobił minkę szczeniaka, który właśnie narozrabiał i powiedział przesłodkim głosem:
-no, bo będzie..prawda?
Trudno było się nie roześmiać. Kiedy ja zaśmiewałam się do łez, Kruszyn wpisał na listy kobiecych wad jeszcze jedną: są nieczułe na potrzeby mężczyzn.
i jak to niby zinterpretować?
-Godzinami przesiadujecie w łazience! Wasze zakupy trwają niesłychanie długo! Zawsze jak coś się wam powie, to potem to nadinperpretujecie!
-To dlaczego mężczyźni w ogóle wiążą się z kobietami?-zapytałam się podejrzliwie, czując, że tak naprawdę nie chcę znać tej odpowiedzi.
-Jak to dlaczego? - popatrzył na mnie z nieukrywaną wyższością - stały związek z kobietą gwarantuje, że jest seks.
Przezornie zamilkłam, zastanawiając się w duchu, co za teorię jeszcze wymyli mój kochany. Kruszyna jednak przestał chyba być pewny swojej teorii, bo zatrzymał si nagle, zrobił minkę szczeniaka, który właśnie narozrabiał i powiedział przesłodkim głosem:
-no, bo będzie..prawda?
Trudno było się nie roześmiać. Kiedy ja zaśmiewałam się do łez, Kruszyn wpisał na listy kobiecych wad jeszcze jedną: są nieczułe na potrzeby mężczyzn.
i jak to niby zinterpretować?
niedziela, 14 marca 2010

Siedzieliśmy u teściów i wypatrywaliśmy wiosny. Dobra wiosna nie jest zła :D Ponieważ Teść uwielbia wielkie motory- numerem jeden w jego sercu jest honda valkyrie. Moje kochanie prawko na motory ma już zdane, teraz tylko zbiera na swoje cacuszko. I wywiązała się rozmowa, że jeszcze trochę i można będzie już jeździć po ulicach. Kruszyna, pijąc herbatę rzucił jeszcze podejrzliwe spojrzenie w stronę ojca :
- Chyba, że uruchamiałeś już potwora w tym roku?
W tym momencie Teściowa spuściła oczy i rumieniąc się wyznała: Tak! i to już parę razy ;P
czwartek, 11 marca 2010
Kochanie Moje śpi snem niewinnych. Niczym niezmąconym, twardym jak kamień, często nieraz nie sposób go dobudzić. Wstanie, pogada, idzie spać znowu i nic z rozmowy nie pamięta. Dzisiaj jednak miał sen.
-Śniło mi się, że przypłynąłem na Wolin prawdziwym drakkarem! Ogromnym! A ty stałaś na brzegu, z błyszczącymi oczami, w pięknej lnianej sukni. Twoimi włosami bawił się morski wiatr...Podziałaś mój wielki statek i zapałałaś miłością do dzielnego wikinga...
-Czyli byłam pierwszą, wczesnośredniowieczną blacharą?
Kruszyn popatrzył na mnie, zastanowił się.
-Raczej wczesnośredniowieczną drewniarą. A potem śierśćiarą - poleciałaś ma mojego dużego konia.
I bądź tu normalnym w takim towarzystwie;)
-Śniło mi się, że przypłynąłem na Wolin prawdziwym drakkarem! Ogromnym! A ty stałaś na brzegu, z błyszczącymi oczami, w pięknej lnianej sukni. Twoimi włosami bawił się morski wiatr...Podziałaś mój wielki statek i zapałałaś miłością do dzielnego wikinga...
-Czyli byłam pierwszą, wczesnośredniowieczną blacharą?
Kruszyn popatrzył na mnie, zastanowił się.
-Raczej wczesnośredniowieczną drewniarą. A potem śierśćiarą - poleciałaś ma mojego dużego konia.
I bądź tu normalnym w takim towarzystwie;)
środa, 10 marca 2010
Paskuda rodzaju żeńskiego uczy się na poprawkę egzaminu z przedmiotu-trudnego-i-to-bardzo. Na paskudzie rodzaju męskiego nauka ta wrażenia żadnego nie robi. Paskud zerka tylko czasem i prycha pogardliwie. Czy on nie może zrozumieć, że nauka na dzień przed ostatnim terminem to też tradycja!? Teoria ta nie robi jednak na nim żadnego wrażenia, co więcej przypomina mi, że przez to wylali mnie za pierwszym podejściem. Czy mam wspominać, że to był ten sam przedmiot? Za nic nie przyznam mu racji!

Był taki zwyczaj z moimi panami na uczelni, że zawsze zamiast na wykłady szliśmy na piwo. Zwyczaj stary jak świat. A my - wzorowi studenci- nie śmiemy się takim tradycjom sprzeciwiać. W trakcie drogi, podczas gdy jeden odbiera telefon zwierzam się drugiemu z naszego "psiego zamiaru"
-Myślimy nad psem!- piszczę zachwycona, bo już oczami wyobraźni widzę siebie, Kruszynę i nasze maleństwo biegnące po ukwieconej łące w stronę zachodzącego słońca!- będzie duży, włochaty i obślinony!
-duży? Włochaty? obśliniony?To by wyjaśniało dlaczego z nim jesteś - podsumowuje kolega, który stracił początkowy fragment rozmowy.
Jak dobrze mieć przyjaciół, którzy rozumieją wszystko bez słów!
Zaczęliśmy myśleć o wspólnym mieszkaniu.
Ponieważ nasza kochana babcia coraz częściej umila nam rodzinne obiadki, kawki, śniadanka i tym podobne sprawy. Nie żeby jej subtelne aluzje w jakiś sposób nam przeszkadzały... "Opowiadałam wam jak zbierali mi ropę z kolana?","Dzisiaj znowu wypadł mi ząb, o zobacz! jest tak duży jak kawałek sera na twoim toście!" czy " Mam kłopoty z kupą. Cały ranek się męczyłam .Co? właśnie chciałeś iść do łazienki?w takim wypadku patrz pod nogi.."
To po prostu urocza, niegroźna staruszka. Zdarza jej się też czasem powiedzieć coś pozytywnego( "Już wykupiłam sobie miejsce w domu starców")
Nasze gniazdko musiałoby być gdzieś blisko, żeby wpadać do niej co dzień...Najlepiej blisko lasu.
Bo gdy tylko pojawił się pomysł mieszkania doznaliśmy łaski olśnienia. Pies! Tak, pies o którym zawsze marzyliśmy! I to nie zwykły pies, o nie! Nowofundland z krwi i kości. Tylko, że zanim pójdziemy na swje, to z rok trzeba na to "swoje" odkładać. Idea psa jednak został i Kruszyna stara się nakłonić do niego teściową.
-nie- rzecze teściowa tonem władczym i stanowczym, bo już podejrzewa co się będzie działo.
-a może tak?
-nie. - powtarza, żeby po chwili dodać - no chyba, że yorka.
Wtedy moje kochanie uśmiecha się z miną kota, który schwytał mysz, nachyla się i mówi z zadowoleniem;
-yorki też będziemy mieć! W końcu ten pies musi coś jeść, prawda?
Prawdziwy z niego negocjator...
Ponieważ nasza kochana babcia coraz częściej umila nam rodzinne obiadki, kawki, śniadanka i tym podobne sprawy. Nie żeby jej subtelne aluzje w jakiś sposób nam przeszkadzały... "Opowiadałam wam jak zbierali mi ropę z kolana?","Dzisiaj znowu wypadł mi ząb, o zobacz! jest tak duży jak kawałek sera na twoim toście!" czy " Mam kłopoty z kupą. Cały ranek się męczyłam .Co? właśnie chciałeś iść do łazienki?w takim wypadku patrz pod nogi.."
To po prostu urocza, niegroźna staruszka. Zdarza jej się też czasem powiedzieć coś pozytywnego( "Już wykupiłam sobie miejsce w domu starców")
Nasze gniazdko musiałoby być gdzieś blisko, żeby wpadać do niej co dzień...Najlepiej blisko lasu.
Bo gdy tylko pojawił się pomysł mieszkania doznaliśmy łaski olśnienia. Pies! Tak, pies o którym zawsze marzyliśmy! I to nie zwykły pies, o nie! Nowofundland z krwi i kości. Tylko, że zanim pójdziemy na swje, to z rok trzeba na to "swoje" odkładać. Idea psa jednak został i Kruszyna stara się nakłonić do niego teściową.
-nie- rzecze teściowa tonem władczym i stanowczym, bo już podejrzewa co się będzie działo.
-a może tak?
-nie. - powtarza, żeby po chwili dodać - no chyba, że yorka.
Wtedy moje kochanie uśmiecha się z miną kota, który schwytał mysz, nachyla się i mówi z zadowoleniem;
-yorki też będziemy mieć! W końcu ten pies musi coś jeść, prawda?
Prawdziwy z niego negocjator...
Zaczęło się niewinnie. Ot, ona ze złamanym serduchem i on ze swoimi małymi grzeszkami. Po paru kawach, wygranej w bilard, zszytym staniku, żeby biust wyglądał na większy i koszuli ubraną na lewą stronę z niego i niej robili się oni.Zwyczajna kolej rzeczy. Fenomenem jest to, że jeszcze się nie pozabijali... A nawet wręcz przeciwnie. Czasu upłynęło całkiem sporo, a oni dalej lubują się w swoich złośliwościach, i - na przekór wszystkiemu- kochają się coraz bardziej.
Subskrybuj:
Posty (Atom)