wtorek, 23 października 2012

Wiecie co jest niesamowite? Kiedy siedzi człowiek w pokoju i tuż przed położeniem syna spać widzi dwóch ukochanych facetów bawiących się w berka dookoła stołu. Okruch aż piszczał z radości i co chwila zmieniał znienacka kierunek biegu by wpaść ojcu w ramiona. Tak, oficjalnie mogę przyznać, że jestem szczęśliwa ;)

środa, 10 października 2012

Dzieć czapek nie znosi. Nie znosi też groszku, piosenek Beaty Kozidrak, spania w dzień i paru innych rzeczy. Ale mowa będzie o czapkach, które z uporem maniaka zrywa z głowy nawet jak są zawiązane pod bródką, nawet jak są klejem przyklejone, nawet przez sen je zrywa. I - podejrzewam, choć pewności mieć nie mogę-, że dopiero jak uszka mu zmarzną to Dzieć dojdzie do wniosku, że to coś co rodzice złośliwie wtykają na głowę się przydaje. Natomiast najgorszą rzeczą, która może spotkać młode mamy( bo za taką sie uważam- ha ha ha! a co ;)) jest cioteczka-dobra(kurwa)rada. Są to kobieciny w różnym wieku snujące się po ulicach i tylko czekające na okazję, żeby uraczyć młoda matkę całą masą rad o tyle samo dobrych co bezsensownych, czasem oczywistych, a w gruncie rzeczy niebywale denerwujących. Dzisiaj miałam niestety okazję spotkać, az dwie "cioteczki". Może ten urodzaj spowodowany był tym, że Dzieć walczył z czapką, a dziecko z gołą głową stanowiło łatwy cel. ( To nic, że oprócz gołej głowy miało naciągnięty kaptur- wynalazek przezornie przyszyty i niemożliwy to wywalenia za granice wózka-, zaciągniętą wózkową ochronką od wiatru, a ewolucja w ramach przewidywania zrzucania czapki wyposażyła Dziecia dodatkowo w szczecinę na łbie.) Postanowiliśmy jechać w odwiedziny do prabaci, co za tym idzie musieliśmy pojechać kawałek autobusem. Przystanek docelowy przywitał Okrucha złego, znudzonego i ogólnie na granicy ryku, z czapką- a jakże- w ręcę, pomyślałam więc, że nieszczęsną czapkę umieszcze na jego głowie tuż po wyjściu z autobusu, pnieważ: primo: oszczędze ludziom wrzasku, secundo: jeśli ją zerwie i wrzuci do odjeżdzającego busa to będzie trzecia przegrana matki w tym tygodniu. Niedane mi jednak było wcielić planu w życie, bo obok nas, tuż po wyjściu pojawiła się "cioteczka", która z płaczem poinformowała mnie, że "łolaboga dziecko czapki nie ma! jak tak można! biedne! przeziębi się! i to zaraz! bożemój" Jako, że jestem osobą cierpliwą i opanowaną podziękowałam uprzejmie za informacje ( oczywiście w dalszym ciągu nachylona nad wózkiem z czapką w ręce), i za życzenia rychłej choroby. Myślałam, że to koniec przygod, niestety w drodze powrotnej, gdy mechaniczny potwór na przystanku drukował mój bilet "cioteczki": zaatakowały po raz drugi. Odwraca się człowiek do automatu, klika " normalny na 3 miasta", a chwile potem patrząc na wózek widzi wielki zad kobiety, która na twój krzyk rzuca niedbale; "czapkę mu wiązałam, przecież mógł od braku sepsy dostać i umrzeć"   i badź tu człowieku normalny....

czwartek, 4 października 2012

Zetknęłam się kiedyś z opinią, że jeżeli zwierz ma za mało wapnia to zdziera tapetę i zaczyna zjadać ściany (znawcy zwierzów proszeni są skreślić: prawda/nieprawda). Nie wiem czego niedobór ma mój dzieć kochany- ale czegoś musi, skoro zdarł pół tapety pod kuchennym oknem i zeżarł  dobry metr(kwadratowy) styropianu.
ba da bumss!