Było już ciemno, śnieg skrzył się za oknem, a upierdliwe gwiazdki sąsiada co rusz biły w szyby pulsującym blaskiem. W ten grudniowy wieczór usiedliśmy z Kruszynem na przeciwko siebie i w słuchani w równy oddech dziecka postanowiliśmy odbyć poważną rozmowę.
-Kochanie, Okruch ma już rok, powinieneś być bardziej odpowiedzialny...
-wiem- szepnął Kruszyna a jego oczy lśniły ni to blaskiem ozdób choinkowych, ni to zalążkiem łez.
-Pamiętaj, że on Cię obserwuje, patrząc na Ciebie bierze przykład... to co teraz mu pokażesz zostanie w nim na zawsze...
-Przecież się staram- powiedział łamiącym się głosem- przecież walczę z sobą dzień w dzień... to... to wcale nie jest łatwe...
-Rozumiem skarbie- powiedziałam i przytuliłam się do jego policzka- ale musisz...słyszysz musisz się opanować. Nie możesz zjeść ich znowu wszystkich na raz... to już drugi kalendarz adwentowy w tym miesiącu.
Boże jak ciężko być rodzicem...