niedziela, 16 września 2012

Weekend upłynął nam na wizycie u Teściowej. Niedzielny ranek okazał się sielski i wspaniały bowiem stęskniona Babcia porwala Orucha na dwie bite godziny ( dodam, że to były godziny poranne) i nagle czlowiek poczuł się wolny i szczęśliwy- śwat znalazł się, że tak powiem w zasięgu ręki. Skoro już trafił się święty spokój trzeba ten czas jakoś wykorzystać. Tulę się więc do Kruszyny i szturchająć w ramię zaczynam snuć plany:
-Kotek, skoro mamy trochę czasu to może zabierzemy się za siebie? Pobiegamy może?
Odpowiedzi nie dosłyszałam, bo zagłuszył ją śmiech szyderczy, z glębi męża się wydobywający... no coż, nie zrażona niczym- nie można się przecież za łatwo poddawać- próbuje dalej:
-No to chociaż poćwiczymy troszkę. Zima idzie, tłuszczyk na boczkach się trzyma, a i pewnie zacznie go przybywać. Musimy się zmobilizować! Dla dziecia! Coby się rowdzicieli nie wsydził! Zaczniejmy 6 Weidera! Będziemy się razem motywować!
Kruszyn uchylił leniwie powiekę i spojrzał na mnei z politowaniem
-Ty tak na serio?
-eheee!-ochoczo pokiwałam głową- bo ja muszę! bo ja gruuuba jestem!
Mężol otworzył drugie oko, podniósł się na łokciach i rzekł z powagą:
-Kochanie, uwierz mi! jesteś najszuplejszą, najseksowniejszą i najpiękniejszą kobietą jaka chodzi po ziemi - i obracając się na drugi bok dodał już ciszej- przynajmniej dopóki mam możliwość wreszcie się wyspać.
Oczywiście w komplementy uwierzyłam ;)



***

-Ty wiesz, że Jowisz jest przypisany do mojego znaku zodiaku?
-To by się zgadzało
-Tak? A czemu?
-W końcu to kolos gazowy...