niedziela, 24 listopada 2013

-Wiesz Kruszyn, rozmawiałam ostatnio ze starym dobrym znajomym, powspominaliśmy sobie naszą młodzieńczą ekipę
-mhm-mruczy mąż i udaje, że słucha
-a pamiętasz tego naszego znajomego?
-mhm- Kruszyn dale idzie w zaparte
-wyobraź sobie, że w Niemczech siedzi!
-O. A za co?

i tyle jeżeli chodzi o zrozumienie ze stromy męża. ba da bums! kurtyna.

czwartek, 31 października 2013


Ja wiem, wiem... dobrze wiem, że to komercha, że amerykańskie, że wstrętne, że się przodkowie w grobach przewracają, że nie uchodzi, że tradycja rzecz święta, że się dzieciom w dupach przewraca, i w ogóle, że strach, wstyd i nie wiadomo co jeszcze.
 Ale wiecie co?
Mieliśmy straszną radoche ;]

wtorek, 22 października 2013

 
         Czasami dociera do mnie jak wielka przepaść, jaka głęboka różnica jest między osobami dzieciatymi, a tymi, którzy latorośli nie posiadają. Jak wielkie niezrozumienie panuje, jak dużo rzeczy należałoby sobie wreszcie nawzajem wyjaśnić. Czasami, podczas rozmowy ma się wrażenie, ze cokolwiek zostanie wypowiedziane, obojętnie jakie argumenty zostaną użyte, obojętnie jakie słowa zostanę dobrane to i tak nic, ale to nic nie wskóra się. Nie da się nawiązać żadnej nici porozumienia… Uzmysłowiłam sobie to boleśnie w chwili, gdy razem z Okruchem przemierzaliśmy kolejne kilometry Castoramy i pytaliśmy się nic nie rozumiejących sprzedawców, gdzie można znaleźć matę uszczelniającą potrzebną nam do zrobienie torów do samochodzików. Gdy w kocu znaleźliśmy zdecydowaliśmy się jeszcze na czerwoną rurę:
-to ile tej rurki?
-tak z półtora metra? Powinno wystarczyć na tor bobslejowy dla żołędzi.

Naprawdę, czy tak trudno zrozumieć rodziców?

P.S. zabawa była przednia! Zdjęcie Okrucha nadzorującego ruch uliczny w Kruszolandii jest tego najlepszym dowodem!

wtorek, 1 października 2013

W chwili kiedy dzieć stał się bardziej ruchliwy niż rozpędzona asteroida w amerykańskich filmach katastrofy sa na porządku dziennym.  A to rozbite kolanko, a to zdarte łokcie, a to się kochane pacholęcie w główkę huknie tak, że echo pójdzie. Aż dziw bierze, że sąsiedzi nie wezwali jeszcze kogoś z tvn’u co by poważnym głosem zapytał, czy tej tragedii nie dało się zapobiec. Okruch jest jednak twarda sztuka i wstaje szybko, otrzepuje się szybko i leci dalej siać zniszczenie. Czasami jest jednak potrzebna ingerencja lekarza pierwszego kontaktu- w tym wypadku mamy, która przytuli i podmucha. Tak, dwa dmuchnięcia i jeden cmok to terapia najskuteczniejsza pod słońcem. Działa na realne szkody, oraz na te wymyślone, z którymi też czasem trzeba powalczyć (niestety nie działa na debet na koncie). Dmucham więc (dwa razy) i całujemy (raz) gdy dziecko upadnie, gdy bucik za ciasny, gdy rączka się zmęczy rysowaniem itp. Itd. Czasami wystarczy dmuchnąć z drugiego końca stołu, czasami nawet nie schylając. Dzisiaj Okruch pokazuje, ze boli, a siedzi pod oknem. Dwa dmuchnięcia i jeden całus wysłane spod drzwi dolatują do niego i bol oczywiście ustaje- dziecko zadowolone bawi się dalej ;) Kruszyn jednak parzy przez chwile zdziwiony, główkę przechyla, w brodę się drapie, w końcu pacnął się w czoło i mówi:
-A! no tak! Teraz wszystko działa na wi fi!

                                                                          ***

-Kochanie umyłam lodówkę i wywaliłam wszystko co się już zepsuło, lub psuć zaczynało.
-super i co zostało?
-ser.
-tylko ser? Ciekawe czemu...

-pewnie dlatego, że na pleśniowy nas nie stać;) 

środa, 14 sierpnia 2013

Dzieć zaczyna gadać. Zdolny jest, dobrze wychowany więc nie ma sie co dziwić, że robi tak znaczne postępy. Mówi już całkiem sporo, ale dla ułatwienia starzy, nieznający slangu rodzice postanowili zrobić sobie małą ściągę w postaci słowniczka. A więc:

-ko ko  - odgłos wydawany przez kury
- ko koooo - odgłos wydawany przez koguta
-koo koooOOO! - koparka (cholera wie czemu)
-a to- auto
-atooooO - autobus
-ma ma - rodzic płci żeńskiej
-ma ma - daj to to
-ma ma - pić/jeść/chce/ nie chce/ niepotrzebne skreślić

nie ma łatwo moi mili, nie ma tak łatwo :) a to dopiero początek


p.s. swoją drogą ostatnie popołudnia spędzamy siedząc sobie ramie w ranie z Okruchem, zajadając chrupki kukurydziane i oglądając koparki na youtubie - żyć nie umierać :) (Koo KoooOOOO! ko koOOooOOOO!)

czwartek, 25 lipca 2013

-Whhrrrraaaaaaaa!- Ryczy sobie Kruszyn, by wyrazić swoją rezygnację ( Tak, mój mąż czasem ryczy. Nie na mnie, nie na dziecia. Ryczy sobie ot tak w przestrzeń. Przekichane ma z nim ta przestrzeń.) -Dlaczego! Dlaczego! Dlaczego musiałaś wyrzucić stary pojemnik na mokre sztućce! [kojarzycie taki mały dzinksik na waszym zlewie? Aha! też to to macie. Cholera wie, jak to się fachowo nazywa]- Wywaliłaś, a ja z tego nowego nie mogę nigdy wygrzebać jakiejś malej łyżeczki* do kawy.
-Kotuś - wzdycham ciężko- wywaliłam, bo był stary, brzydki i śmierdział. Podejrzewam, że miał grzyba...
-Miał grzyba?
-Ano, jak nic miał grzyba.
-Nie dość, że zabierasz mi całkiem dobry pojemnik to jeszcze jedzenie wywalasz!

A zawsze mówi, że nie lubi warzyw...




*sprostowanie- nie wiem po co była mu mała łyżeczka. Wiem, ze na pewno nie do kawy. Mój mąż nie pija kawy w normalnym kubku, gdzie taka łyżeczka by się sprawdziła. Mój mąż pija kawę w dzbanku po kwiatach. Ewentualnie pije ją z gara...

czwartek, 30 maja 2013

Dzieć nasz kochany zaliczył magiczną granicę 18 miesiąca- wypadło mu jak w mordkę strzelił równe pół roczku. Oczywiście, kiedy tylko pogoda dopisuje zabieramy z sobą małe włochate bydlątko i w trójkę dziarsko spacerujemy w stronę pobliskiego lasu. No i się zaczyna. Omijając plac zabaw (szczeniak bardzo co prawda towarzyski, nie wiadomo jednak, czy ludzie szczepieni- po co ryzykować) i zagłębiając się w las nie sposób uniknąć paru spotkań z wszystko-wiedzącymi-innymi-mamami. Temat numer jeden: taki duży jest, a mówić już coś zaczął? Taaaa, ze trzy traktaty wygłosił, do tego wierszem, ściśle senarem jambicznym.  Nie poganiam go, nie ciągnę na siłę bo, po pierwsze-jest jeszcze malutki i ma w zupełności czas, żeby zacząć mówić (jak po 3 latach nie zacznie, to będzie powód do zmartwień), a po drugie- znając charakter Okrucha szybko przyjdzie mi pożałować jego zdolności- język będzie niewyparzony po tatusiu. Okruch oczywiście gaduli na potęgę w swoim języku, a że większość czasu spędzamy razem to nauczyłam się odgadywać znaczenie większej ilości "Auuchu-a" lub "Yyy-uu-yk". Chociaż ostatnio wprawił nas w nieziemskie zdumienie. Naszła nas ochota na coś słodkiego, upiekłam więc tort (oficjalnie miał być z okazji dnia mamy). Dzieć stoi przed lodówką i wyciąga rączki:
- yych, yyyyych!
-chcesz tortu Kochanie?- pytam się otwierając lodówkę
-chccccceee- wyrywa się Okruszkowi, który jest tak samo zdziwiony jak my. No ale nic! trzeba kuć żelazo póki gorące, wiec zagaduję ponownie:
-Tak? Masz ochotę na tort?
-taaa-Ak- odpowiada i uparcie kiwa głową jak mały plastikowy piesek w fiaciuku 126p.
-Ukroić Ci kawałek?- pytam po raz kolejny ciesząc się w duchu, że w końcu będziemy mogli porozmawiać na tyle tematów. Okruch westchnął zrezygnowany, pokręcił przecząco głową i poczłapał do pokoju.
-i widzisz? uznał nas za zbyt głupich, by się z nami komunikować. No ile razy można Ci coś powtarzać- skwitował Kruszyn odcinając sobie wielgachny kawał tortu i podążając na pierworodnym. Może coś w tym było, bo do dzisiaj nic poza"uu-aah" nie usłyszałam.

czwartek, 25 kwietnia 2013

Sądny dzień już w połowie za nami. Pisze sądny, bo zebrały się dwie najgorsze rzeczy z możliwych- Urząd Skarbowy i szczepienia. Słyszał ktoś o koszmarniejszym zestawieniu? Na szczęście zespół ekspertów w najlepszym możliwym składzie - to znaczy Okruch and Mama- brawurowo poradził sobie ze wszystkim. Nie dość, że rozliczyliśmy się ze skarbówką w ekspresowym tempie to i szczepienia pokonaliśmy raz dwa. Co ciekawe nie tyle samo ukłucie igłą było dla Okruszka tragedią ile sama wizyta. Chyba już zapamiętał z czym kojarzą się te wizyty i od początku do końca sumiennie bojkotował wszystkie działania płaczem. Na całe szczęście personel medyczny przeżył, a Maleństwo po opuszczeniu gabinetu fuknęło iście po kociemu i płakać przestało. Ot taki foch i chu..znaczy się no. Sprytna służba zdrowia wzięła się więc na sposób i dla zmylenia na kolejne szczepienie mamy się stawić dopiero po 5 roku życia. I oni myślą, że Okruszek co? Zapomni? Otóż Kochani! miejcie się na baczności- Okruch nie zapomina. Nigdy.

czwartek, 11 kwietnia 2013

TAK! Ye! Hey! Hurra!- krzyczał Kruszyn tańcząc po pokoju w dzikim szale radości- Jak to cudownie być ojcem! Jakie to szczęście mieć dziecko!- darł się podskakując- to wszytko dzięki niemu! To przez Okrucha! Kochanego Okruszka!
Tak, to dzięki treningowi z synem Kruszyn wyrobił sobie refleks i ograł Mrocznego w Kinecta


Od kiedy zostałam Panią Redaktor Bezczelną czasu jest mniej niż mało. I niech spłonie w piekle ten kto myśli, że siedzenie z dzieckiem i praca na komputerze to pestka. (nie wspominam o 10 godzinnych maratonach w sklepie zabawkowym co sobota i niedziele). Ślubny niestety uznał, że zajęć mam mało i tym oto sposobem w naszym domu jest o jedną osobistość więcej. Ale po kolei: ponad tydzień temu Kruszyn wrócił z pracy później niż zwykle przynosząc ze sobą zbitek siedmiu nieszczęść w postaci mokrej kupki sierści. Po doczyszczeniu okazało się, że kulka składa się też z łap. pyska i całkiem sporego apetytu. Oczywiście po drodze została nazwana, a mężol zdążył się przywiązać. O przedyskutowaniu kwestii mieszkaniowych znajdka nie mogło być już nawet mowy. Ani o dyskusji dotyczących porannych spacerach, ubieraniu młodego parę razy dziennie i znoszeniu obu z 2 piętra. Ani o bieganiu raz w jedna stronę, a raz w drugą. ani o... Ach, jakby się jakaś mama zastanawiała czy pies przy 1,5 rocznym dziecku to dobry pomysł to niech wpadnie na kawę, najlepiej z własnym odplamiaczem.Czy żałuję? Ani trochę ;] jeżeli uda mi się przeżyć- odezwę się jeszcze.

wtorek, 29 stycznia 2013

Szukamy opiekunki dla małego półdiablęcia.(mąż kazał pisać prawdę)

Mały Potwór jest dzieckiem radosnym (szczególnie jak kota złapie), żywym (oddycha...to chyba żywy, c'nie?), rozumnym (doskonale rozmie słowo "nie"- nie żeby robiło ono na nimś jakiekolwiek wrażenie...) Ma już 15 miesięcy, potrafi zdecydowanie pokazać co chce dostać, chętnie też poznaje nowe rzeczy. Ulubionym zajęciem Potworka jest przekładanie torebek herbaty z opakowania do innego kartonika - moża więc zająć go tym godzinami.

Cechy, które u Niani byłyby mile widziane: odporność na złamania, refleks Chucka Norrisa, spryt ninja, agility na +10, tytanowy słuch, dobre ubezpieczenie.

Cechy konieczne: wytrzymałość, miłe nastawienie (osiągane w sposób naturalny- wspomagaczom dziękujemy), 8 godzin, które można poświęcić na zabawę i naukę,

W zakres obowiązków niani wchodziło będzie: czytanie, lulanie, rozpieszczanie, przepędzanie potworów spod łóżka (sprzęt na wyposażeniu), opatrywanie kolanek w razie urazów, ściąganie Potwora z karniszy/meblościanek/oparcia łóżka, karmienie i przebieranie pampków ;)

co do zapłaty oczywiście liczymy, że sama mozliwość przebywania z tą wybitną jednostką dostarczy niezapomnianych wrażeń, więc nie będziemy od niani pobierać dodatkowych opłat ;D ( z całą powagą- odpowiedzi w tej kwesti chętnie udzielę na priv)

Oczywiście rodzice nie odpowiadają za straty moralne jakie potwór wyrządzi ;D
jeżeli przeraziła Cię ta oferta...uwierz mi- jego ojciec jest jeszcze gorszy...

piątek, 4 stycznia 2013

Dobra Miśki! Pośmialiśmy się, pogadaliśmy, poszumiliśmy, a teraz trzeba zewrzeć poślady i zrobić coś dobrego. Ten numer KRS wpisujemy w pita i KA-BUM! dzieje się cud, a Wy nic na tym nie tracicie.

(chyba nie chcecie oddawać tej kasy naszemu kochanemu Państwu? ;>)