Wczesnym rankiem rozległo się złowrogie tup tup tup. Serio, nic mnie tak nie przeraża jak odgłos bosych, dziecięcych stóp koło godziny piątej rano w spokojny, sobotni poranek. Po chwili Okruch ładuje sie nam na łóżko i słyszę szept:
-mamooo, mamoooo, zobacz co mam.
Zobacz co mam- kolejne cudne stwierdzenie. Może oznaczać samodzielnie zbudowany zestaw Lego Star Wars, albo ładunek nuklearny, ktory właśnie zaczął odliczanie bo autodestrukcji... Wobec tego człowiek nie przewidzi co go czeka, więc trzeba uchylić oko i spojrzeć co też to Okruch przytargał. Tym razem padło na zegarek. Żółciutki, uroczy zegarek z kubusiem puchatkiem. No tak- Młody ma piętrowe łóżko więc dosięgnął.
-Mamo pamiętasz jak mówiliście mi, że gdy ta grubiutka wskazówka będzie o tu, a ta cieńsza o tu to mogę już Was budzić?
-yhyyy- wypowiadam sę elokwentnie dziwiąc się w duchu, że: a) to już jednak godzina ósma; b) dzieć jednak czasami słucha, co rodzice mają do powiedzenia
-To super! - Cieszy się Okruch- bo widzisz znalazłem tu z tyłu takie małe pokrętełko! Teraz godziny są ustawione! Wstawajcie!!!!
Oszust, ot co.