Jeśli miałoby sie ująć w trzech słowach całą zawartość internetu brzmiały by one: "cycki, koty i niemowlęta". Tak się dziwnie sklada, że wszystkiego tego jest Ci u nas w domu dostatek. A pisze o tymże zestawieniu z powodu odkrycia, które poruszyło Okrucha parę dni temu. Mianowice do Pierworodnego Mego doszło wreszcie, że te puchate coś co zawsze śpi w jego łóżeczku, nosidełku, matce edukacyjnej i wszystkich innych miejscach niekoniecznie mających ze spaniem cokolwiek wspolnego jest żywe. Śledzi więc Kota oczami okrągłymi jak spodki i nadziwić sie nie może jak rzeczony Kocur wskakuje na różńe meble w chwili gdy on - o Okruchu mowa- ledwo co siedzi prosto i to na dodatek jak go podtrzymują. Wydaje mi się, że zazdrości. Kot też zdał sobie sprawę, że to zaślinione i płaczące "coś" jest nową zabawką Człowieków-Jeść-Dających i z pobłażaniem pozwolił nam "to" zatrzymać. Dostrzegł także plusy - nowe miejsca do spania, gubienia sierści i mozliwość przytulania się do Okrucha- ale tylko i wylącznie wtedy kiedy dziecie śpi i dźwieków żadnych z siebie nie wydaje. Ostatnio jednak kocia ciekawosć przerosła instynkt samozachowawczy i Kocur postanowił pomiziać się o dziecko w chwili kiedy nie resetuje baterii. Okruch szybko więc skorzystał z okazji zlapania puchatego czegoś co mu faluje przed nosem i wsadzenia do japki - jesteśmy na etapie zdobywanie pierwszych zębow. Musicie sobie wyobrazić jaką miałam minę gdy wchodzę do pokoju (a nie było mnie sekund 5- drzwi zamykałam na klucz za Mężulem do pracy wychodzącym) i widzę dziecko slimtające kota, oraz kota z przyglupim wyrazem pyszczka przypatrującego się jak jego ogon znika w zaślinionej otchłani. Ani jeden ani drugi nie byli zbytnio przejęci ta sytuacją- dopiero moj raban zepsuł im zabawe. Zastanawiacie się pewnie dlaczego przerwalam im tak miłą chwilę zaznajomienia? Pal sześć wybierać kocie kłaki z zaślinionego dzioba- ale skąd wytrzasnąć nową końcowke ogona?
wtorek, 27 marca 2012
niedziela, 25 marca 2012
Parę miesięcy temu byliśmy z Okruchem u mojego ojca. Korzystając z okazji moja macocha wraz z rodzicielem zdecydowali sie przeprowadzić z moją cztero i pół letnią siostra rozmowę o gruntownych różńicach między malymi dziewczynkami, a małymi chlopcami. Wiadomo- temat przez rodziców najbardziej omijany, no ale skoro maly chlopiecc w domu kąpany będzie więc na ewentualność takiej rozmowy trzeba byc przygotowanym. Tak więc przez cały dzień człowiek przygotowywał w glowie odowiedzi na najbardziej zaskakujące pytania jakie mogą paść wieczorem: a co to? a czemu ja nie mam? a po co te różnice? Wiadomo, od tych pytań juz tyko maly kroczek dzielił nas od pytania skąd się biora dzieci, co to sex i Bóg wie co jeszcze. Drżeli więc rodziciela, drżałam ja- siostra starsza, drżal Kruszyn-szwagier, bo pytanie przy kąpieli mogło dopaść kazdego. Nie drżał tylk Okruch- nieświadom jakie zamieszanie wywołał i sama zainteresowana, bo nie wiedziała jeszcze, że zainteresowaną będzie. Natrzedł więc czas kąpieli, Okruch pluska się niczym nieskrępowany gdy nagle drzwi do łazienki otwierają się i wchodzi moja mała siostrzyczka z zamiarem "pomocy". Zadowolona bawi się z Okruszkiem czas jakiś po czym nagle przekrzywia głowę i pelnym zaciekawienia glosem pyta:
-Mamoooo... a dlaczego Okruszek ma...(wszyscy wstrzymali oddech- zaczęło się!)
... taki mały pępek?
Nawet nie wiecie jaki nam wszystkim ulżyło :)
środa, 21 marca 2012
No i stalo się. Syn nasz, pierworodny, jedyny i prawdziwy chrzczony będzie. Jednak...Nie, żebyśmy byli gorliwie wierzący praktykujący. Chrzczony będzie z powodów bardziej prozaicznych, które w Kruszynowych ustach przekonały mnie do tegoż obrzędu. "No bo jeśli się zakocha- przekonywał Kruszyn- a dziewczyna będzie wierząca i ślub kościelny będzie dla nich ważny to po co Okruch nasz kochany ma potem biegać, w lape dawać i papiery dodatkowe wypełniać marnując swój cenny czas" W sumie coś w tym jest. Niech ma chrzest, komunię a potem to już decyzja jego i droga wolna, a neich nawet latającego potwora spagetii wyznaje. ( Aczkolwiek mam nadzieję, że będzie chcial wyznawać Moc i zostanie Jedi) Chociaż przyznam się Wam, że mam pewne podejrzenia wobec Kruszyny. Mianowicie nie mogę pozbyć się dziwnej pewności, że zgłosil go do chrztu żeby móc podać pełne imię jego i zobaczyć reakcję tej biednej podstarzałej kobieciny pracującej w kancelarii parafialnej, napawać się drżeniem jej ręki i patrzeć jak upewnia się, że sluch jednak jej nie zawiódł. Tak, daliśmy dziecku na drugie Einar.
piątek, 16 marca 2012
Heh, no i pierwszy dzień kobiet w roli ŻONY już za mną. I niech do błędu przyzna się ten, który wątpił w romantyzm po ślubie! Jak zwykle, tuż po obudzeniu przywitała mnei długa czerwona róża - jak mawia Kruszyn idealna na każdą okazje. No, ale wiadomo, że jeżeli coś jest do wszystkiego to w gruncie rzeczy traci swoją wyjątkowaść. W związku z tym otrzymalam od moich chlopaków drugi upominek. Kochani- pomyślicie - tak się troszczyć o kobietę! Heh,,,drugim prezentem była...patelnia. 0.o
Subskrybuj:
Posty (Atom)

