środa, 22 września 2010

       Ostatnio stwierdziłam, że Mojemu Kochaniu życia  nie starczy na jego zainteresowania. Biega po polach bitewnych wymachując mieczem, biega po lasach celując w ludzi karabinem, biega po górach z deską snowboardową, pływa po morzach i oceanach na żaglówkach... O mniejszych dziwacznych zwyczajach wspominać nie będę, bo czasu i miejsca nie starczy. Dlatego nie zdziwiłam się zbytnio, kiedy przyszedł do domu i oznajmił, że znalazł sobie nową zabawę: american football. No tak... tego jeszcze u nas nie grali. Westchnęłam sobie tylko, bo pogodziłam się już z tym, że jak Kruszyn coś sobie umyśli to prędzej czy później tak się stanie. Niestety trener też się o tym przekonał, bo już pierwszego dnia rekrutacji Kruszek został przyjęty i stał się dumnym zawodnikiem miejscowego klubu. ( mam nadzieje, że cheerleaderki będą brzydkie ]:> ) Niestety treningi odbywają się często i - o dziwo- każą mu tam biegać. Wraca się Moje Kochanie zmęczone i przed każdym treningiem zaczyna litanię " O jak mi się nie chce..." ( Co jest nie prawdą, bo tylko czeka tych określonych dni i mówi tylko i wyłącznie o tym). Patrzę więc na niego i wysnuwam wnioski:
-Wiesz Skarbie, dziwny jesteś... jakbym się okazała w czymś dobra i dostała się do drużyny to skakałabym z radości. Jak Ty możesz się z niczego nie cieszyć?
_-Ale ja się cieszę... Nie widać? - mówi Kruszyn i żeby mi udowodnić tą swoją radość podnosi w górę ręce, jak ptak, który już prawie prawie chce wzlecieć, ale mu się nie chce.
-Oj Kruszku - staje nad nim kręcąc głową  nie nabierając się na jego udawaną euforię. - Dawno nie widziałam, żebyś skakał po mieszkaniu i szalał ze szczęścia...
-Bo ja jestem energooszczędny - odpowiada, a ja wtedy doznaję olśnienia! Ależ tak!
-Już wiem!- klaszczę w dłonie- ostatni raz widziałam Cie szczęśliwego kiedy taksówkarz po chamsku zajechał Ci drogę. Ty go wyprzedziłeś, po czym gdy znów Cię wymijał wystawiłeś rękę, urwałeś mu lusterko i prawie oskarżyłeś jeszcze o pogorszenie swojego stanu zdrowia!
Moje Kochanie szuka w pamięci, na jego twarzy pojawia się uśmiech, oczy zaczynają błyszczeć tym blaskiem...
-Oj tak, są chwile dla których warto żyć...
Nie wiem czy ktoś zna równie złośliwe stworzonko ;]

czwartek, 16 września 2010

        Ostatnio poznajemy z Kruszynem masę nowych ludzi. Co ciekawe, on  zawsze trafi na takich, którzy ni stąd ni zowąd wyciągają szablę i wymieniają z nim doświadczenia bitewne. Trafia widać swój na swego.... Pewnego razu, nie tak znowu dawno temu poznaliśmy na urodzinach mojej przyjaciółki pokaźną rzeszę nowych kobiet. Po powrocie z imprezy ( a muszę tu się wam zwierzyć, że Kruszyn odwoził owe  laseczki do miejsca zamieszkania- co mu się chwali, bo było późno w nocy) oczywiście, jak to baba musiałam sobie obgadać nowych znajomych. ( i przy okazji usłyszeć zdanie Mojego Kochania)
-Kruszku... A ta, no wiesz, taka, która siedziała koło takiej jednej, co przyszła z taką tą...to ładna była według ciebie, czy nie?- pytam jasno i klarownie i czekam na odpowiedź robiąc przy tym miny jak kot ze Shreka.
-A nie wiem, w sumie nie zauważyłem...- odpowiada Kruszek sennie nie zwracając przy tym uwagi na moją jawną prowokacje.
-No, ale zgrabna była na pewno...- ciągnę dalej, czekając na słabsze ogniwo w jego łańcuchu obrony
-No, może i zgrabna.. ale miała mały biust.
- Mały biust!?- bulwersuje się- jak to mały biust!
Podchody podchodami, no ale laska miała czym oddychać! O Co mu chodzi z tym biustem? Wystawia mnie na próbę czy jak? Może myśli o tej takiej innej, a nie tej takiej tej...hm...o co może mu chodzić? 
-O co Ci chodzi kochanie? Miała normalny, ładny biust!
-No, ale dla mnie za mały- mówi Kruszyn ospale, po czym dodaje- dla mnie jak ktoś ma mniejszy biust od ciebie, to ma mały. Jesteś moim wyznacznikiem biustowatości. 
Phi, też sobie wymyślił... Bidny on będzie, jak sobie umyśli zmianę kobiety ;p w końcu powyżej sto i "naście" w biuście znaleźć nie łatwo.
Żegna Was Wyznacznik Biustowatości ;D