Ostatnio, gdy przyszłam odebrać Okrucha z przedszkola znalazłam moje dziecko siedzące smętnie w kącie.W szatni przełamał się i zaczął popłakiwać. Trudno mi było zrozumieć o co mu właściwie chodzi, więc dopiero po przytuleniu i długim uspokajaniu otarł zasmarkaną buzię rękawem i wychlipał:
-Bo widzisz mamo, wszystkie dzieci chodzą do logopedy...a mnie nigdy tam nie biorą...
I teraz nie wiesz człowieku, czy masz się cieszyć czy psioczyć, że uczęszczało się na emisje głosu.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz