wtorek, 30 sierpnia 2016

Nie wiem jak tu się nie zakochać w tak cudownym chłopaku... Ponieważ - tak tak moi drodzy nie bójmy się powiedzieć tego głośno- kończą się wakacje warto przytoczyć anegdotę z tegorocznego dziecio-góro-wędrówkowania. Ogólnie namówienie dzieciaków do podejścia na własnych nogach w kierunku zupełnie innym niż plac zabaw jest zjawiskiem bardzo trudnym, kluczowym elementem była więc odpowiednia argumentacja. Chodźcie no poszukamy wielkich badyli jest oczywiście argumentem nie do przebicia. Okruch nazbierał całą kolekcje badyli, kijachów i patyków, były też niezwykle rzadkie GUMERANGI (nie mylić z bumerangami- te są zakrzywione, podczas gdy gumerangi są proste i rzucone nijak nie wracają- co jednak nie przeszkadza w zabawie). Co i rusz jakaś cudna gałąź ginęła na zawsze w chaszczach, lub zostawała zastąpiona kolejną zdobyczą. W pewnym momencie rozległ się jednak ogromny trzask i ukochany (przynajmniej w tej chwili) kijek syna mego rozpękł się na dwie części. Stoimy więc czekając jaka będzie reakcja Okrucha. Dziecko patrzy ze zaskoczeniem to na jedną rękę to na drugą, a potem podnosi na mnie zdziwiony wzrok i mówi:
-Wow! Mamo! Widziałaś! Teraz mam dwa! 
100% czystego, niczym niezmąconego optymizmu.Jestem z niego dumna.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz