niedziela, 5 listopada 2017

Dzieć wszedł na nowy level samodzielnści- nauka własnoręcznie robionych kanapek wdrożona, noże odpowiednio stępione, szczenior do wyjadania z podłogi na stanowisku. Swoją drogą zastanawia mnie jak to możliwe, że kiedy dorosły smaruje kanapkę wystarczy mu porcja na nożu, a jak dziecko się za to zabie- pyk! I mieści się pół słoika dżemu na raz. Magia. Kanapka z całą zawartością słoika wylądowała na talrzu i już miała zostać zjedzona gdy... Nikt, normalnie nikt się tego nie spodziewał, że pieprznie. A jak spada kanapka z dzemem to od razu wiadomo, którą stoną spada. Efekt: dzem wszędzie. Na stole, włosach, podłodze, ręce, bluzce... Dżemogedon. Okruch spokojnie szacuje zniezczenia, podnosi kanapkę, a widząc mnie lecącą ze szmatką podnosi rękę i hamuje moje zapędy
- mamo! Spoko! Przecież wyliże.




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz