Byliśmy niedawno u znajomych i czekając, aż będą gotowi zapuściliśmy się bezczelnie na rajd po ich mieszkaniu. Jak to czasem niebezpiecznie mówić: czujcie się jak u siebie w domu... Kruszyn na początku zaatakował lodówkę - ale ponieważ "połowa" znajomych jest studentką- wiele tam nie znalazł i ruszył dalej. Ostatecznym przystankiem była sypialnia - granicząca z kuchnią. Tym, co nas tam tak urzekło było łóżko. Ale nie zwykłe łóżko, takie jakie mamy u siebie, o nie! To była kwintesencja łóżkowatości. Ciągnęło się od ściany do ściany. O tak, takie łóżko jest spełnieniem wszystkich marzeń. Od razu pomyśleliśmy z Kruszynem o tym samym - dwójka z nas wstrętnych zazdrośników ;P No, ale mieć taką sypialnię..ach! cudo! Człowiek przychodzi zmęczony po całym dniu, pada na to wielkie, mięciutkie łóżko, przytula się do ukochanej drugiej połówki ...jeszcze tylko światło na klaskacza, żeby nie trzeba było się ruszać... Natychmiast podzieliłam się tą wizją z Kruszynem.Popatrzył na mnie i pokręcił głową.
- Światło na klaskacza odpada
-Ale dlaczego? - zdziwiłam się, przecież Kruszyn tak samo jak i ja najchętniej wstąpiłby do partii leniuchów, gdyby nie to, że jest tak leniwy , że nie chce mu się zapisać.- przecież to bardzo wygodne!
-Ta owszem, ale pomyśl sobie co by było gdybyśmy się bzykali od tyłu.
No cóż...jak śpiewał Akurat: dyskoteka gra ;]
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz