W pracy organizowana była impreza Halloweenowa. Tak, wiem: komercja i nikt z nas tego nie lubi. Przyznać jednak trzeba, że rozwieszanie wszelkiego rodzaju ozdób było fajną zabawą. Najbardziej spodobała mi się zakrwawiona łapa, urwana gdzieś tak w okolicach nadgarstka. Umieściłam ową łapę na samym środku blatu i wsadziłam jej menu- niech podaje klientom, a niech zobaczą, że też się bawić umiemy. Łapa zrobiła na ludziach spore wrażenie - przychodzili, macali i pytali. Najbardziej spodobała mi się jedna rozmowa z panem w dresie:
-A czyja to łapa- pyta wysilając swoje wszystkie ( dwie) szare komórki.
-Poprzedniej kelnerki- odpowiadam i szczerzę się bezczelnie. Klient zasępia się. "No, nie zrozumiał żartu" myślę i obserwuję go w skupieniu. Po paru minutach robi zmartwioną mnie i mówi:
-Przynajmniej już wiem z czego było mięso wołowe...
Mogłabym wytłumaczyć mu, że mięso zawsze mamy świeże i sprawdzone...ale w po co...według niego standardem i tak przewyższamy chińska knajpę wiec nie jest źle.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz