czwartek, 28 kwietnia 2011

                        Dzisiaj zobaczyłam Okruszynę po raz pierwszy.Mały gigant ma już 2 centymetry, trzeba było więc pochwalić się wszystkim w rodzinie. Po wysłaniu esemesa do ojca dostałam w odpowiedzi zdjęcie jednej z jego rybek. Zdziwiona zadzwoniłam do niego, odebrał i zaczął opowiadać mi bardzo smutnym głosem:
-Jedna z moich rybek jest chora. Już od dwóch dni pływa krzywo, dodajemy jej suplementy diety, a ja staram się z nią często rozmawiać...
-Tato..właśnie wysłałam Ci informacje, o twoim wnuczku, a Ty mi mówisz o rybce? Dlaczego mówisz mi o rybce?
-A bo Okruszek jest Twój, Ty jesteś Kruszyna, a mi zostały tylko rybki. Chociaż nie..Ty jeszcze nie jesteś Kruszyny...- poprawił się Ojciec i zamyślił się trochę.
No zaraz zaraz...zbulwersowałam się w duchu, do Kruszyny należę już dobre parę lat, zaczęłam więc słuchać z coraz większym zaciekawieniem.
-No tak, bo Kruszyn jest mi winien jakieś...czterdzieści krów.- policzył szybko w pamięci - Tak, zdecydowanie czterdzieści krów. Ewentualnie mogę zamienić te krowy na wielbłądy.
Tak, a potem mój Okruszek będzie się zastanawiał dlaczego kojarzy się mamie ze zwierzętami...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz