Coroczny zjazd ciotek potocznie przez nas zwany sabatem dobiegł wreszcie końca i życie powoli wraca do normy. Mały sierściuch wygląda już coraz śmielej spod kanapy nie do końca przekonany, że znowu w mieszkaniu zostały tylko dwie osoby.Ale trzeba przyznać, że w tym roku było wyjątkowo zabawnie. Postanowiliśmy z Kruszynem "uformalnić" nasze szalone życie. Czas najwyższy można by rzec. Tak więc niosą mi już suknię z welonem oczywiście tylko i wyłącznie do USC. Nasza religijność porównywalna jest do religijności mrówki wiec jakoś za ślubem kościelnym nie tęsknimy. Oczywiście ani Kruszyn, ani ojciec ( po którym nomen omen odziedziczyłam swoją głęboką wiarę) nie byli by sobą gdyby tej sytuacji nie wykorzystali. Tak więc szybko znaleźliśmy wyjaśnienie dlaczego nie możemy stanąć na kościelnym ślubnym kobiercu.
-To nikt Cioci kochanej nie mówił, że Kruszyn jest innego wyznania?
-Tak - kiwamy głowami jak plastikowe pieski w samochodach- przecież wszyscy wiedzą!
-Aj waj- potakuje Kruszyn, który specjalnie na tą okazję zapuścił pejsy.
-A Ty Kochanie- zwraca się do mnie Tatuś- jesteś wyjątkowo odważna, że zgodziłaś się na nazwisko Goldenwasser, żyjemy w takich czasach, że teraz pełno antysemityzmu...
Gratulacje dojrzałej decyzji - prawie jak nie Ty ;)
OdpowiedzUsuńPlan antyciotkowy - fantastyczny, trzeba było zdjęcie zrobić tej bezcennej miny :P
no ja nie wiem czy ta decyzja taka dojrzała;) Nasza wizja ślubu raczej przeraża- obowiązują miecze, szarawary i lniane suknie :D
OdpowiedzUsuńMazel Tov!
OdpowiedzUsuńRada Rabinów jest Rada.