czwartek, 11 sierpnia 2011

           Wracając do dnia ślubu. Tak się złożyło, że posiadam siostrę młodszą ode mnie o równe lat dwadzieścia. Przecudna isttoka mierząca niecały metr od ziemi z blond włoskami zapiętymi w mysie ogonki. W kogo to się wdało tak w ogóle? No nic, Mała - chociaż z wrednym charakterkiem- wygląda jak uosobienie samej słodyczy. Tak więc wpadliśmy na pomysł, żeby Młoda podawała nam obrączki. Niestety nie dało rady i trzeba było z pomysłu zrezygnowac. Problem w tym, że wszyscy zapomnieli powiedziec o tym głównej zainteresowanej. Więc gdy przyszło co do czego Młoda była niepocieszona, że nie mogła odegrac swojej roli. Wyszliśmy z urzędu, przyszedł czas na zdjęcia, kwiaty i gratulacje. Za chwilę zobaczyliśmy jednak dziecko całe upackane zielonym lodem i szczęśliwe jak nigdy. No tak jak skwitował to mój Ojciec nachylając sie do Teściowej i mówiąc teatralnym szeptem: "Jedna dostała męża, druga dostała loda i z obiema mam spokój". 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz