Jak co roku postanowiliśmy z Kruszynem uzupełnić nasz album ze zdjęciami. Z całego roku wybieramy te, które potem przypomną nam gdy już się pieknie ze sobą zestarzejemy, cośmy w tym roku nawyprawiali. Przeglądam foldery na komputerze i zastanawiam się gdzie spędziliśmy tegoroczne wakacje...Pamiętam, że jeździliśmy po całej okolicy i robiliśmy drzewo genealogiczne. ( cudnie było!) Ale wydaje mi się, że coś jeszcze się zdarzyło...kurcze, narodziny Okruszka jakoś przykryły resztę tego roku. No przypomnieć sobie nie mogę więc pytam sie Kruszka:
-Kotek, co myśmy wyrabiali w te wakacje?
-No drzewno - odpowiada
-to wiem, ale co oprócz tego, bo mi umyka
Kruszyn myśli chwile, po czym patrzy na mnie jakims takim dziwnym spojrzeniem jakby chciał ni to głowe urwać, ni to pocałować z politowaniem i opdowiada: - wzieliśmy ślub Skarbie
****
a co do wakacji:
Pojechaliśmy kiedyś z Kruszynem na Grunwald. No bo było 600 lecie, no bo wielkie wydarzenie, no bo jeszcze nas tam nie było. Podejrzewam po prostu, że Kruszyn chciał pooglądać konkurencję. I tak oto wczesne średniowiecze spotkało się z późnym. Zabraliśmy dwie dziewoje do towarzystwa, odpaliliśmy Czerwone-Prawie-Ferrari i po paru godzinach jazdy oczywiście natrafiliśmy na korek. Ale tylko my „korkujemy się” z klasą za sławnymi aktorami filmowymi. W końcu jednak dotarliśmy ( przezornie zostawiając samochód na wiejskim podwórku i omijając największe korki piechotą). Grunwald wyglądał jak…pole. Za dużo się od naszych obozowisk nie różnił, ale może my marudy jesteśmy straszne, w każdym razie pooglądaliśmy rycerzy, pochodziliśmy po kramach, porobiliśmy zdjęcia i powoli zaczęliśmy wracać, bo do domu jednak daleko. Już mieliśmy opuszczać obozowisko, kiedy wypatrzyliśmy dwóch walczących. Mojemu Kochaniu zaświeciły się oczka. Oho, już wiem, co się będzie działo za chwile- pomyślałam. I – jak zwykle- miała racje.
- Czy można z wami potrenować? Bo my bawimy się we wczesne średniowieczne i chcemy zobaczyć czy jest dużo różnic…
-Woj Wczesnośredniowieczny?- Spytał rycerz z lekką pogardą w głosie- Że tak powiem, który to już dzisiaj – i uśmiechnął się pod nosem.
Za chwilę Kruszyn stał już za ogrodzeniem i grzecznie czekał na swoją kolej. Rycerze rozmawiali między sobą zszywając jakiegoś rannego, a Moje Kochanie splotło ręce z tyłu i wyglądało jak ucieleśnienie niewinności i nieświadomości. Kiedy w końcu pozwolono wybrać mu miecz, podszedł i zaczął sprawdzać jego środek ciężkości. Standard- przerzut z jednej ręki do drugiej, parę obrotów etc. Rycerze stanęli lekko zadziwieni, poszemrali między sobą i wybrali najdzielniejszego przeciwnika. Chwilę później rycerz pytał się kolegów czy dalej ma zęby, a Kruszek dostał propozycję przeniesienia do innego bractwa :P Wystarczyła mu sama satysfakcja pokonania kolesia, żeby katował nas szczegółami przez pół drogi powrotnej ;) Chociaż przyznam się, że byłam z niego dumna. I to strasznie!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz