czwartek, 25 kwietnia 2013
Sądny dzień już w połowie za nami. Pisze sądny, bo zebrały się dwie najgorsze rzeczy z możliwych- Urząd Skarbowy i szczepienia. Słyszał ktoś o koszmarniejszym zestawieniu? Na szczęście zespół ekspertów w najlepszym możliwym składzie - to znaczy Okruch and Mama- brawurowo poradził sobie ze wszystkim. Nie dość, że rozliczyliśmy się ze skarbówką w ekspresowym tempie to i szczepienia pokonaliśmy raz dwa. Co ciekawe nie tyle samo ukłucie igłą było dla Okruszka tragedią ile sama wizyta. Chyba już zapamiętał z czym kojarzą się te wizyty i od początku do końca sumiennie bojkotował wszystkie działania płaczem. Na całe szczęście personel medyczny przeżył, a Maleństwo po opuszczeniu gabinetu fuknęło iście po kociemu i płakać przestało. Ot taki foch i chu..znaczy się no. Sprytna służba zdrowia wzięła się więc na sposób i dla zmylenia na kolejne szczepienie mamy się stawić dopiero po 5 roku życia. I oni myślą, że Okruszek co? Zapomni? Otóż Kochani! miejcie się na baczności- Okruch nie zapomina. Nigdy.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz