-Whhrrrraaaaaaaa!- Ryczy sobie Kruszyn, by wyrazić swoją rezygnację ( Tak, mój mąż czasem ryczy. Nie na mnie, nie na dziecia. Ryczy sobie ot tak w przestrzeń. Przekichane ma z nim ta przestrzeń.) -Dlaczego! Dlaczego! Dlaczego musiałaś wyrzucić stary pojemnik na mokre sztućce! [kojarzycie taki mały dzinksik na waszym zlewie? Aha! też to to macie. Cholera wie, jak to się fachowo nazywa]- Wywaliłaś, a ja z tego nowego nie mogę nigdy wygrzebać jakiejś malej łyżeczki* do kawy.
-Kotuś - wzdycham ciężko- wywaliłam, bo był stary, brzydki i śmierdział. Podejrzewam, że miał grzyba...
-Miał grzyba?
-Ano, jak nic miał grzyba.
-Nie dość, że zabierasz mi całkiem dobry pojemnik to jeszcze jedzenie wywalasz!
A zawsze mówi, że nie lubi warzyw...
*sprostowanie- nie wiem po co była mu mała łyżeczka. Wiem, ze na pewno nie do kawy. Mój mąż nie pija kawy w normalnym kubku, gdzie taka łyżeczka by się sprawdziła. Mój mąż pija kawę w dzbanku po kwiatach. Ewentualnie pije ją z gara...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz