wtorek, 1 października 2013

W chwili kiedy dzieć stał się bardziej ruchliwy niż rozpędzona asteroida w amerykańskich filmach katastrofy sa na porządku dziennym.  A to rozbite kolanko, a to zdarte łokcie, a to się kochane pacholęcie w główkę huknie tak, że echo pójdzie. Aż dziw bierze, że sąsiedzi nie wezwali jeszcze kogoś z tvn’u co by poważnym głosem zapytał, czy tej tragedii nie dało się zapobiec. Okruch jest jednak twarda sztuka i wstaje szybko, otrzepuje się szybko i leci dalej siać zniszczenie. Czasami jest jednak potrzebna ingerencja lekarza pierwszego kontaktu- w tym wypadku mamy, która przytuli i podmucha. Tak, dwa dmuchnięcia i jeden cmok to terapia najskuteczniejsza pod słońcem. Działa na realne szkody, oraz na te wymyślone, z którymi też czasem trzeba powalczyć (niestety nie działa na debet na koncie). Dmucham więc (dwa razy) i całujemy (raz) gdy dziecko upadnie, gdy bucik za ciasny, gdy rączka się zmęczy rysowaniem itp. Itd. Czasami wystarczy dmuchnąć z drugiego końca stołu, czasami nawet nie schylając. Dzisiaj Okruch pokazuje, ze boli, a siedzi pod oknem. Dwa dmuchnięcia i jeden całus wysłane spod drzwi dolatują do niego i bol oczywiście ustaje- dziecko zadowolone bawi się dalej ;) Kruszyn jednak parzy przez chwile zdziwiony, główkę przechyla, w brodę się drapie, w końcu pacnął się w czoło i mówi:
-A! no tak! Teraz wszystko działa na wi fi!

                                                                          ***

-Kochanie umyłam lodówkę i wywaliłam wszystko co się już zepsuło, lub psuć zaczynało.
-super i co zostało?
-ser.
-tylko ser? Ciekawe czemu...

-pewnie dlatego, że na pleśniowy nas nie stać;) 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz