W chwili kiedy dzieć stał się bardziej ruchliwy niż
rozpędzona asteroida w amerykańskich filmach katastrofy sa na porządku dziennym.
A to rozbite kolanko, a to zdarte
łokcie, a to się kochane pacholęcie w główkę huknie tak, że echo pójdzie. Aż
dziw bierze, że sąsiedzi nie wezwali jeszcze kogoś z tvn’u co by poważnym
głosem zapytał, czy tej tragedii nie dało się zapobiec. Okruch jest jednak
twarda sztuka i wstaje szybko, otrzepuje się szybko i leci dalej siać zniszczenie.
Czasami jest jednak potrzebna ingerencja lekarza pierwszego kontaktu- w tym
wypadku mamy, która przytuli i podmucha. Tak, dwa dmuchnięcia i jeden cmok to
terapia najskuteczniejsza pod słońcem. Działa na realne szkody, oraz na te wymyślone,
z którymi też czasem trzeba powalczyć (niestety nie działa na debet na koncie).
Dmucham więc (dwa razy) i całujemy (raz) gdy dziecko upadnie, gdy bucik za
ciasny, gdy rączka się zmęczy rysowaniem itp. Itd. Czasami wystarczy dmuchnąć z
drugiego końca stołu, czasami nawet nie schylając. Dzisiaj Okruch pokazuje, ze
boli, a siedzi pod oknem. Dwa dmuchnięcia i jeden całus wysłane spod drzwi
dolatują do niego i bol oczywiście ustaje- dziecko zadowolone bawi się dalej ;)
Kruszyn jednak parzy przez chwile zdziwiony, główkę przechyla, w brodę się
drapie, w końcu pacnął się w czoło i mówi:
-A! no tak! Teraz wszystko działa na wi fi!
-Kochanie umyłam lodówkę i wywaliłam wszystko co się już
zepsuło, lub psuć zaczynało.
-super i co zostało?
-ser.
-tylko ser? Ciekawe czemu...
-pewnie dlatego, że na pleśniowy nas nie stać;)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz