niedziela, 11 października 2015

Piździernik daje o sobie znać, zimny wiatr łopocze okiennicami i podwiewa poły płaszczy. Do przedszkola dreptamy w zimowych kurtkach, nawet czapki i rękawiczki wróciły do łask (pomimo, że ciężko zbierać w nich kasztany). W związku z wszechobecnym zimnem- ku uciesze Kruszyna- rozruszaliśmy naszego kochanego kafloczka. Mężol dzielnie drwa rąbie i słodki dźwięk strzelającego drzewa wypełnia mieszkanie. Problemem jest jednak drugie piętro. Piec super, ciepełko super, nawet popiół do przeżycia ale dźwigać mi się nie chce. Od czego są w końcu faceci w mieszkaniu? Wracają więc we dwójkę z piwnicy- Kruszyn z pełna torbą, Okruch ze szczapkami na rozpałkę sztuk trzy. Mąż położył ciężar, odchylił się do tylu, pomasował plecy i westchnął. Dzieć popatrzył, pomyślał, zrzucił szczapki i westchnął także. Pokiwał głową i porozumiewawczo zagaił do ojca:
-Dobrze, że było nas dwóch, nie?
Taka pomoc to skarb. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz