niedziela, 1 listopada 2015

        Wszystkich świętych przemija nam w cudnej i rodzinnej atmosferze. Tuż przed znaleźliśmy czas na historie o duchach i zabawy z dynią, a w niedzielę poszliśmy odwiedzić groby. Pogoda była piękna, złote liście spadały z drzew, tak więc prosto z cmentarza udaliśmy się do lasu. Po drodze minęliśmy cmentarz żydowski. Bardzo fajnie rozmawiało nam się o tym co można czuć w te święto. Mówiliśmy o tym, że nawet jak jest smutno to też jest w porządku, o tym, że się tęskni, i że najważniejsza jest nadzieja. Opowiadaliśmy o zwyczajach, o świeczkach i o symbolice płomienia. A także, o innych kulturach... no i zeszło na stosy pogrzebowe wikingów. 
-Układano ich na łódce, odpychano ja od brzegu i wtedy łucznicy strzelali w nią zapalonymi strzałami.- kończyłam opowieść
-Jeszcze przedtem polewali ich oliwą...-dopowiada Kruszyn
-Albo smołą... - uzupełniam
Okruch odwraca się z zainteresowaniem i dodaje pełen nadziei:
-albo nutellą? 
Boję się co z niego wyjdzie jak zacznie sam przygotowywać swoje posiłki ;) 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz