poniedziałek, 14 czerwca 2010

     Kruszyn zmienia pracę. Przez parę dni jeździł, robił zdjęcia, załatwiał papierkową robotę, w końcu przyszedł zadowolony z siebie- co było  znakiem, że albo był w Mac'ku beze mnie, albo wreszcie mu się udało osiągnąć cel i zmiana pracy została dopięta na ostatni guzik. Rzeczywista okazała się opcja druga. Postanowiłam więc dowiedzieć się czegoś więcej o tej nieszczęsnej firmie decydującej się na jego usługi.
-No i jak tam kochanie? Co powiedział przyszły szef? - zapytałam przymilnie, chociaż w głowie już miałam ułożony plan działania.
-Nie szef, a szefowa. Powiedziała, że kogoś z moim doświadczeniem grzechem było by wypuścić- odpowiedział dumnie wypinając pierś.
Ha! i tu cię mam! S z e f o w a. I jeszcze go chwali. No ładnie...
-To super Kochanie! A miła jakaś?- drążyłam temat z wrodzoną kobiecą subtelnością- Młoda? Szczupła?  A zamężna czy singielka? No, ale na oko to na ile lat wygląda? Co lubi? Gdzie mieszka? Pewno blondynka...- w dalszym ciągu delikatnie badałam nowy teren. No, ale cóż..Biorąc pod uwagę, że już trochę czasu spędziliśmy w swoim towarzystwie mój mężczyzna- sama nie wiem jakim cudem- przejrzał moje zamiary. 
-A czy Ty nie jesteś o mnie przypadkiem zazdrosna? - uśmiechnął się podejrzliwie
-ja! JA!?- spytałam siląc się na ton wprost ociekający obojętnością- No coś Ty...Oczywiście, że jestem! A zresztą Kruszyn, muszę być o Ciebie troszkę zazdrosna, dziwisz się? - postanowiłam ugłaskać go komplementem. Efekt zostałby nawet osiągnięty, gdyby nie teatralny szept teściowej, która przysłuchiwała się rozmowie z przedpokoju. Przestąpiła przez próg, obejrzała Kruszyna z każdej strony i podsumowała
-No, nie wiem jak ty, ale ja się dziwię.
-Mamo, nie pomagasz mi...-odgryzł się tylko Kruszyn, ale ja i tak wiem co miała oznaczać ta uwaga ;D  To się nazywa kobieca solidarność jajników. Niach niach niach

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz