czwartek, 17 listopada 2011

Dzisiaj za nami ostatnia wizyta na USG. Za niedługo Okruszek pokaże nam się niedość, żę w 3D to jeszcze dolby surround. No, ale póki co czekamy na zdjęcia jak głupi, żeby choć jeszcze raz zobaczyć przez chwilkę ciemną plamę na monitorze i cieszyć się, jak dojdzie do nas, że to akurat nosek jak kartofelek. W ogóle co dziwne- z każdego badania wynosimy pełno zdjęć "potwierdzających płeć" a dopiero dzisiaj, w 37 tygodniu ( czyli na samym finiszu) Młody pozwolił zrobić sobie zdjęcie pyszczka. Ha! Pozwolił to za duże słowo- nakryliśy go tajniacko z Pania Gin, zachodząc z drugiej strony. Spał w najlepsze, ziewnał nawet raz czy dwa. Lekarka- cała uradowana, conajmniej jak archeolog, który znalazł Gwiezdne Wrota- probowała delikatnie obudzić Okrucha, żeby widok byl ciekawszy. Pomajtała brzuszkiem i pyta się go grzecznie: "A może dość już spania? Pokażesz nam sie lepiej?" Na co Młody kiwnął energicznie główką, że "nie" i odchylił sie tak, że nic już nie można było zobaczyć. No co tu dużo mówić- wykapany Tato ;) Mam nadzieję, że nawyki związane ze snem zostaną mu po urodzeniu ;)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz