wtorek, 1 listopada 2011

Młody - choć jeszcze nierozpakowany - coraz bardziej rządzi naszym życiem. Co za tym idzie częste humory, albo i smaki nikogo nie dziwią. Mały Okruszek nie tylko dyktuje pozycje do spania, godziny siedzenia prosto, dlugość kąpieli, ale kontroluje także samki. Tak więc śledzie, gorfy, czy frytki o niemoralnych godzinach zawładnęły naszą kuchnią. Smakową burzę najczęściej wywołuje jedno nieostrożne słowo Kruszyna: "Napiłbym się coli", albo "a wiesz, że Mama robi Gołąbki?" - i koniec- szukaj w święto jakiegos otwartego sklepu, bo nie ma w domu śmeitany, a gołąbki to przcież tylko z sosem pomidorowym! Tak samo dzisiejszego wieczoru- siedzimy i powoli zastanawiamy się na co mamy ochotę... Kruszyn- w spokoju pałaszując swoją kolacje patrzy na nas zatroskanym wzrokiem:
- zrobię Ci jajecznicę- proponuje w końcu
-Nie Kochanie, to nie to...- zastanawiam sie w dalszym ciagu
-może kanapki?
-też nie...
-Śledzie? Gofry? Czekoladę?
kiwam przecząco głową, bo jakoś te samki dzisiaj akurat nas nie przekonują
-szpinak?
-nie
-frytki?
-nie
muffinki?
-nie
-a wpierdziel chcesz?
Nie ma to jak rozbudowana karta dań ;) Kochany z niego żuczek ;p  Swoją drogą na naszej dzielnicy to dość znane danie!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz