Świąteczny nastrój panuje w pełni i mimo braku śniegu cała nasza rodzina nie może już doczekać się świąt. Z Okruchem jest łatwiej- cały czas chodzi i zastanawia się czy był na tyle grzeczny, by dostać upragnione lego. (Chociaż ostatnio całą godzinę spdędziliśmy biegając po lesie i szukając Św Mikołaja uprowadzonego przez smoki- w końcu przyznał się, że tylko mu się śniło, ale sprawa wyglądała na poważną i nie można było tego zbagatelizować). Z Kruszyną natomiast jest gorzej- wie w jaki sposób prezenty materializują się w naszym domu, doliczył się nawet jednago dla siebie i teraz prawdziwym wyzwaniem jest ukrycie go ponownie tak, by nie wpadł w jego łapy jeszcze przez dzień... Za to wspónie z uporem maniaka sieją dywersje w kuchni zjadając połowę zrobionych przeze mnie uszek i pierogów. Nie mówiąc już o smętnej resztce pierniczków, która schowana w spiżarce czeka na swój kres. Chociaż prawdziwy świąteczny klimat w naszym domu robią Okruszkowe kolędy śpiewane od rana do wieczora. Urocze prawda? A więc Okruch kolędy zna dwie. A właściwie zna po dwa wersy z każdej... i tak po 12 godzinach już na ZAWSZE zapamiętasz, że "choineczka stała w lesie- hej kolęda, kolęda!". Chociaż z drugiej strony to i tak jest postęp, bo gdy dziecko szło do przedszkola występować w jasełkach na pytanie: "jaką kolędę będziesz spiewał?" odpowadał, że tą o krasnoludkach. ;D Wesołych, ciepłych i RODZINNYCH Świąt życzy cała Kruszyn, Okruch i Ja ;)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz