Pewnie wszyscy i tak wiecie jak brzmi prawdziwe imię Okrucha. Na potrzeby tej historii musi być ogłoszone oficjalnie. Syn mój nazywa się Mikołaj.
Przychodzimy sobie radośnie do przedszkola, rozbieramy kurtkę, czapkę, rękawiczki. Ściągamy buciki, aż tu nagle od progu wita nas dziki pisk i mały bajtel z Okruchowej grupy przedszkolnej podbiega do nas i ciągnie syna mego w stronę swojej matki krzycząc:
- I widzisz! Miałem racje! Ty mówisz, że przychodzi raz w roku a on codziennie jest w przedszkolu!
Eh ten 6 grudnia... Ho ho ho
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz