sobota, 15 maja 2010

            Pamiętacie może ten ostatni film o Batmanie? Głośno o nim było, bo fajnie im ekranizacja wyszła ;) Otóż, siedzę sobie w domu - Kruszyna znowu na drugim końcu Polski - i ogarnął mnie szał kinowy. Wszystkie komedie romantyczne zdobyte od Skrzypaczki już zobaczyłam, teraz przyszła więc oklej na klasykę ekranizacji komiksów.
          W Batmanie - pomijając oczywiście seksownego głównego bohatera pomykającego w lateksie - najlepsze jest sztuczka ze znikającym ołówkiem. Och, nie raz marzyło się, żeby pokazać ją tym mniej lubianym wykładowcom. Tak więc pogrążyłam się w rozmyślaniach nad własnymi magicznymi zdolnościami. Ze zmartwieniem muszę stwierdzić jednak, że żadnych nie posiadam ( no, chyba że zalicza się do nich niesłychana wprost cierpliwość do własnego faceta). Za to Kruszyna to urodzony magik! Wystarczy choć na chwilę wypuścić zapalniczkę z ręki i ...PUF!!! Czary-mary, abrakadabra bęc! Ani widu, ani słychu! Zapalniczka rozwiewa się pozostawiając niewinny obłoczek magicznej mgiełki. Oczywiście istnieje możliwość, że za jakiś czas odnajdzie się swoją zapalniczkę gdzieś w odmętach Kruszynowych kieszeni. Ale zazwyczaj - chociaż jesteś pewny, że to TWOJA - zapalniczka wygląda już całkiem inaczej i nawet ma własną historię ( wyjątkowo przekonywującą, zawierającą nawet miejsce jej urodzeni tzn kiosk na rogu).
          Tak więc nikt nie ma większego talentu do sztuczek z zapalniczkami, jak moje kochanie. On sam jednak milczy na ten temat- no bo w końcu, który magik zdradza swoje sekrety. Od czasu do czasu śmieje się jednak tajemniczo, a ja jestem gotowa przysiąc, że można wtedy dosłyszeć w tym śmiechu delikatne echo słów:  I gonna make this lighter disappear...

1 komentarz: