Przez większość czasu marzyłam o rycerzu a białym koniu. I w końcu mam rycerza, przez pewien czas był też i biały koń. A teraz - jako, że pazerna ze mnie baba- chce mi się więcej i więcej. I tak rozprawialiśmy o rycerstwie z Kruszynem i stwierdziłam, że wymachiwanie mieczem to jednak fajna sprawa, i że też chciałabym spróbować. Zająć się tym na poważnie, uczyć się cięć i wszystkiego co tam jest potrzebne. Oczywiście usłyszałam stanowcze NIE, które Moje Kochanie poparło wybitnymi argumentami. Pojawił się zasadniczy problem płci (phi!), braku doświadczenia, sprzętu, wystarczającej siły itp. itd. Jako, że wczułam się już w role nauczycielki wychodzę z założenia, że to zawsze ja mam racje i przekonać się nie dałam ani trochę. Kruszyn wysunął więc argumenty ciężkiego kalibru:
-A poza tym nie jesteś aerodynamiczna - powiedział i przybrał minę zwycięscy.
-Aaaerodynamiczna!? - spytałam z powątpiewaniem - a Ty to akurat jesteś aerodynamiczny!
-Kochanie, mój brzuch jest mniejszy niż twoje piersi - zakończył dyskusję z uśmiechem i odszedł w stronę komputera. No tak, w końcu argument nie do przebicia....-A poza tym nie jesteś aerodynamiczna - powiedział i przybrał minę zwycięscy.
-Aaaerodynamiczna!? - spytałam z powątpiewaniem - a Ty to akurat jesteś aerodynamiczny!

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz