środa, 19 maja 2010

             Zbliża się dzień wesela naszych znajomych i wpadłam w szał zakupów. Lakier do paznokci, kolczyki, błyszczyk (a może szminka?), solarium, poszukiwanie butów.... Kruszyn nadziwić mi się nie może i patrzy na mnie uśmiechając się ironicznie tam pod swoimi sumiastymi wąsiskami. Facet, phi. Właściwie to pojechał, więc relację z wizyt u kosmetyczek i fryzjerek zdaje mu telefonicznie (po parę razy dziennie, żeby był na bieżąco). Chyba pierwszy raz się cieszy, że jest na drugim końcu Polski. Ale w weekend na swoje nieszczęście był i poszedł ze mną do sklepu. Właściwie to szliśmy tylko do spożywczaka, ale by tam dotrzeć musieliśmy minąć całą galerię. Oczywiście po drodze było pełno ciekawych sklepów z rzeczami, które akurat-są-mi-niezbędne-i-to-JUŻ. Kochany mój podążał więc za mną z miną cierpiętnika przytrzymując mnie troszkę mocniej, gdy mijaliśmy wejścia. Dotarliśmy do naszego celu nawet  łatwo i po chwili- zaopatrzeni w pizzę wracaliśmy już do domu. I wtedy pojawił się sklep z butami ( butów szukam już dłuższy czas i szlag mnie trafia, bo nie mogę znaleźć sobie takich wymarzonych). Spojrzałam więc na Kruszyna najsłodszym spojrzeniem( takim, od jakiego zęby zaczynają boleć).
-Koooooooochanie, a czy ja mogę, tak na sekundeczkę...na setną sekundeczki zajrzeć do tego sklepu? Tak tylko przelotnie? Pozwolisz??? -  zapytałam go używając całej mojej siły manipulacji. Sklep był całkiem pokaźny, w portfelu miałam jeszcze trochę kasiurki wiec zapowiadało się co najmniej półgodzinne przymierzanie i mierzenie, a Kruszyn w sam raz wyglądał na darmowego tragarza.
-Oczywiście, że Ci pozwolę - odpowiedział od razu - dlaczego w ogóle prosisz o pozwolenie?
Uśmiechnęłam się szeroko czując, że wygrałam ta bitwę i już miałam skręcać w stronę wejścia, gdy Krusyzn dopowiedział jeszcze:
-Tylko wiesz co kochanie - obniżył ton głosu, opuścił wzrok i niczym bohater jakiegoś dramatycznego filmu fantasy dodał: - Tylko bądź świadoma, że tą podróż odbyć będziesz musiała w samotności...
Ponieważ minę miał poważną, a w reklamówce była pizza dałam się jednak przekonać, by iść do domu. Wyszło na to, że wybrałam swoje przeznaczenie ;P

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz