wtorek, 30 marca 2010

Leżeliśmy przytuleni do siebie. Kruszyna znowu gdzieś niesie w świat, ja muszę do moich gimnazjalistów i tym sposobem przyszło nam rozstać się na parę dni. W każdym razie jako kobieta - stworzenie romantyczne - liczyłam na jakieś czułe pożegnanie. Kruszyna przytulił się, romantycznie wsadził rękę w spodnie i orzekł: "Masz zimną pupę, trzeba cię rozgrzać"
"No wreszcie!" - ucieszyłam się w myślach. Natomiast moje kochanie popatrzyło na mnie i stwierdziło:
-turlaj się! to wywoła tarcie, a to z kolei ciepło- i wesołym krokiem udał się w stronę komputera.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz