Zaczęliśmy myśleć o wspólnym mieszkaniu.
Ponieważ nasza kochana babcia coraz częściej umila nam rodzinne obiadki, kawki, śniadanka i tym podobne sprawy. Nie żeby jej subtelne aluzje w jakiś sposób nam przeszkadzały... "Opowiadałam wam jak zbierali mi ropę z kolana?","Dzisiaj znowu wypadł mi ząb, o zobacz! jest tak duży jak kawałek sera na twoim toście!" czy " Mam kłopoty z kupą. Cały ranek się męczyłam .Co? właśnie chciałeś iść do łazienki?w takim wypadku patrz pod nogi.."
To po prostu urocza, niegroźna staruszka. Zdarza jej się też czasem powiedzieć coś pozytywnego( "Już wykupiłam sobie miejsce w domu starców")
Nasze gniazdko musiałoby być gdzieś blisko, żeby wpadać do niej co dzień...Najlepiej blisko lasu.
Bo gdy tylko pojawił się pomysł mieszkania doznaliśmy łaski olśnienia. Pies! Tak, pies o którym zawsze marzyliśmy! I to nie zwykły pies, o nie! Nowofundland z krwi i kości. Tylko, że zanim pójdziemy na swje, to z rok trzeba na to "swoje" odkładać. Idea psa jednak został i Kruszyna stara się nakłonić do niego teściową.
-nie- rzecze teściowa tonem władczym i stanowczym, bo już podejrzewa co się będzie działo.
-a może tak?
-nie. - powtarza, żeby po chwili dodać - no chyba, że yorka.
Wtedy moje kochanie uśmiecha się z miną kota, który schwytał mysz, nachyla się i mówi z zadowoleniem;
-yorki też będziemy mieć! W końcu ten pies musi coś jeść, prawda?
Prawdziwy z niego negocjator...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz