wtorek, 16 marca 2010


W czerwonym prawie-ferrari wysiadły światła stopu. Kruszyn od razu dzielnie ruszył do naprawy cały czas marudząc na temat konstrukcji i tego "po jaką cholerę światła są tam, a nie gdzie indziej". Oczywiście nie obyło się bez wspomnień o "pierwszym samochodzie", w którym wszystko było prawie magiczne, sprawne i w ogóle jeździł na wodę :P Fiat 126p - bo o nim mowa- poruszył w duszy Mojego Kochania jakąś czułą strunę...
- Nawet nie wiesz jak mój maluch jeździł na ręcznym! - powiedział Kruszyn, a ja - jako baba monotematyczna prawie umarłam ze śmiechu. Niezrażony niczym, ciągnął dalej swoja opowieść pewno myśląc, że nie znam się na motoryzacji. I wszystko byłoby dobrze, gdyby nie to, ze w pewnym momencie prawie zaczęłam się turlać po ziemi. Ale to nie przez to, że nie jestem fanką maluchów. Rozbroiło mnie zdanie: "Tylko z tym ręcznym był problem, ciężko było go spuścić".
Rozmowy o motoryzacji mogą być wyjątkowo zabawne ;]

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz